poniedziałkowy poranek
Monday, 16th June 2008 :..: 07:15 by fou
czasami tak bardzo się nic nie chce w poniedziałek rano…
a może wystarczyłoby być purpurową krową ?
czasami tak bardzo się nic nie chce w poniedziałek rano…
a może wystarczyłoby być purpurową krową ?
Spełnia się właśnie jedno z moich małych marzeń - siedzę sobie w łóżku przed snem i piszę to, co mi się kłębi w głowie. Właściwie pewnie niewiele z tego kłębienia się mi wyjdzie, no, ale to jeszcze się przekonamy…
Będąc dzisiaj w pracy, a dokładniej w kuchni na herbacie, gdzie toczą się najciekawsze rozmowy, podczas których można się dowiedzieć wiele rzeczy, szef mojego szefa poruszył ciekawy temat - pracy w korporacji i życia w Warszawie. Praca dla bardzo dużej firmy na pewno ma swoje plusy - duże możliwości kariery, rozwoju (przynajmniej w większości), często niezłe zarobki, ale coraz większa liczba osób zaczyna dostrzegać minusy: ciągłe życie w biegu, brak czasu dla Ciebie i swoich bliskich: rodziny, przyjaciół. Życie zaczyna przeciekać przez palce jak woda… W pewnej chwili woda może się skończyć… Bo właściwie za czym tak wszyscy się ludzie spieszą? Co może przynieść pozytywnego taki pośpiech?
Wystarczy pojechać do małego miasta lub na wieś, by zobaczyć, że życie nie zawsze musi aż tak pędzić. Że można też powoli, a czasu na nic nie brakuje. Pamiętam, że kiedyś jak byłem mały i wyjeżdżałem na wakacje do babci - dzień miał tyle samo godzin, a jednak mijał jakby wolniej - tak, jakbym więcej chwil rejestrował w swoim umyśle…
Ten pęd widać podobno również na drogach - zwłaszcza tych prowadzących do Warszawy z większą ilością pojazdów ze stolicy, gdzie właśnie najbardziej spieszy się Warszawiakom. To oni głównie wymijają na trzeciego, jadą na zderzaku - tylko gdzie się tak spieszą? I tak przecież dojadą…
Może powinienem dodać kolejne postanowienie noworoczne oprócz “Nie odkładać niczego na później” ? (którego niestety nie zawsze udaje mi się przestrzegać, ale naprawdę się staram ;)) - “Nie spieszyć się - zwłaszcza, gdy nie jest to konieczne”. A może rację ma prof. Bartoszewski, mówiąc, że życie jest za krótkie, żeby wolno chodzić? :) A może jak we wszystkim, trzeba znaleźć jakiś złoty środek…
Co jest na nie? Prawie wszystko… Na szczęście prawie robi wielką różnicą, więc nie jest tak źle. Ale nastrój mimo wszystko wspaniały nie jest, chociaż już lepszy niż jakieś półtorej godziny temu, kiedy wszedłem do domu po ponad dwugodzinnej podróży z pracy. No tak.. zapomniałem wspomnieć, że od poniedziałku pracuje. Na etacie. Kolejna rzecz na nie. Kolejna? Już piszę te pierwsze i drugie. Chodzi oczywiście o komunikację miejską i korki. No, ale po kolei (kolejność przypadkowa).
I tym optymistycznym akcentem na dzisiaj koniec moich narzekań. Do zobaczenia w następnej notce.
Tak jak w temacie, byliśmy dzisiaj z moją Drugą Połówką u fryzjera. Razem. I oceniam to niecodzienne przeżycie bardzo miło, i mam nadzieję na więcej tego typu wydarzeń w przyszłości. Nawet można sobie nastrój czymś takim poprawić ;)
A w ogóle to się zbieram już długo, żeby coś napisać, ale nie wiedzieć czemu trochę brakuje chęci i mobilizacji do pisania, pomimo tego, że pomysłów kilka jest. Na to, że nic się nie dzieje również ostatnio nie mogę narzekać, więc może w końcu…
Każdy, kto mnie trochę lepiej zna wie, że nie umiem i nie lubię tańczyć, ale jedenastolatek, który był na castingu do programu “Po prostu tańcz” po prostu wymiata:) Tak bym chciał umieć, bardzo mi się podoba :)
Za trzy dni, 13 września, będzie
Dzień Programisty - święto programistów obchodzone w 256. dniu roku (28 = 256 to liczba wartości możliwych do uzyskania w jednym, najbardziej popularnym, czyli 8-bitowym, bajcie).
To jakby dodatkowo mnie motywuje do postawienia sobie pewnego celu, o którym za chwilę napiszę.
Kilka dni temu miałem okazję porozmawiać ze starą znajomą i powspominać stare czasy, kiedy wdzwaniany dostęp do internetu (za pomocą modemu) był na porządku dziennych, kiedy liczyło się godziny i minuty ’siedzenia’ online, a rachunki z Telekomunikacji nie były takie niskie jak teraz. A, co najważniejsze, przypomniał mi się chat dostępny w komunikatorze ICQ, na którym bardzo lubiłem rozmawiać, ponieważ dzięki niemu rozmowa miała bardzo fajny i wyjątkowy klimat :)
Doprowadziło to do tego, że postawiłem sobie pewien cel - napisanie prostego komunikatora internetowego. Wiem, że tego typu oprogramowania w internecie jest bardzo dużo, ale jak do tej pory żaden program nie spełnił moich oczekiwań (żaden, oprócz ICQ nie miał takiego chatu - ICQ jednak ma za dużo reklam i jest jak dla mnie zbyt ‘ciężki’). ‘Mój’ ma być prosty i ‘lekki’, obsługiwać jedynie wiadomości tekstowe (żadnych multimediów, obrazków, dźwięków, filmów itp.), ma mieć chat, wiadomości do użytkowników offline i jakieś proste archiwum. Na początek tylko tyle. Jeśli już zacznę to pisać, to pewnie pojawią się inne pomysły. Na dzień dzisiejszy mam tylko takie wymaganie. I tak oto powstały moje plany na wolne chwile.
A na razie wolnych chwil ma mi brakować, bo energię muszę spożytkować na coś innego, bardziej pożytecznego i praktycznego. Mam na myśli między innymi: myślenie o przyszłości, pracy, szkole, biznesie, inwestowaniu i innych przyjemnych bardziej lub mniej pierdołach, które w dłuższej perspektywie mają przynieść większe ilości wolnego czasu, który będę mógł spędzić realizując marzenia :-)
Śniadanie zjedzone, kawa zrobiona, poczta sprawdzona, wiadomości przeczytane… to chyba już pora zacząć coś robić?
Dobranoc.
Bo co to w ogóle znaczy dobra noc?
Bo dobra noc to znaczy spokojna i bez koszmarów,
Gdy anioł czuwa nad Twoim snem i nie dopuszcza niczego złego.
To taka noc, która pozwoli odpocząć duchowi i ciału, i zregenerować siły.
Bo dobra noc to taka noc, gdy ktoś zasypia obok Ciebie i budzi się rano.
Gdy przytula i głaszcze w ten jedyny sposób, zarezerwowany tylko dla Ciebie.
I wiesz, że jesteś dla tej osoby kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym.
Bo dobra noc to taka noc, gdy gwiazdy i księżyc świecą dla Ciebie.
A rano budzisz się z uśmiechem na buzi i pełnią energii do czynienia dobra.
Dobranoc życzą
… i fou
Miało być o chorobie to będzie. Co według mnie jest chorobą narodową zaraz po alkoholizmie ? Pesymizm, marudzenie i narzekanie na wszystko oprócz siebie. Niestety sam czasem na to choruje ;)
Czasami słuchając ludzi na ulicy można dojść do wniosku, że w tym kraju nie ma po co żyć, bo to jest złe, tamto jeszcze gorsze i w ogóle bieda z nędzą. Właściwie, to nawet nie tylko w tym kraju, ale w ogóle całe życie to jedno wielkie pasmo porażek i nieszczęść, bo nawet kiedy było lepiej to i tak znalazło się milion powodów do tego, że jednak było źle.
Zastanawia mnie to, dlaczego niektórzy ludzie widzą wszędzie to, co jest niedobre, nieprzyjemne, niesatysfakcjonujące, to, co sprawia, że nie mają powodu do tego by się uśmiechnąć i powiedzieć, że są szczęśliwi. Zamiast otworzyć szerzej oczy, a przede wszystkim swój umysł i dopuścić myśli, że jednak to, z czym się spotykają na co dzień może mieć pozytywne aspekty, wolą trwać w swoich czarnych światach. Przecież wiadomo, że widzimy i czujemy w dużej mierze to, co chcemy, dlaczego więc nie zaprogramować siebie, by widzieć więcej pozytywów niż negatywów?
Nie rozumiem też dlaczego na pytanie “jak leci?” przeciętny Polak wypowiada długą listę nieszczęść jakie mu się przytrafiły i zdarzeń oraz osób, które przyczyniły się do jego kiepskiej sytuacji życiowej. Martwi mnie trochę fakt, że tak mało osób potrafi się cieszyć własnym życiem, a jeśli uważają, że nie jest ono spełnieniem ich marzeń, nic nie robią, by to zmienić.
Bo oprócz patrzenia, jest także działanie. Zamiast narzekać na wszystko, można spróbować znaleźć to, co należy poprawić w sobie, a potem starać się to zmieniać, by wpłynąć pozytywnie na nasze życie. Niestety nic się samo nie zrobi (wiem coś o tym;)), więc także nasz świat, w którym żyjemy sam się nie poprawi, jeśli nie zmienimy siebie i nie uwierzymy, że to jest możliwe.
I jak już wspomniałem, niestety i mi przytrafiają się chwile, w których przesadzam z narzekaniem. Staram się z tym walczyć i czasami mi się udaje. Staram się także zmieniać siebie, chociaż czasami wydaje mi się to jeszcze trudniejsze niż samo nie narzekanie, ale wierzę, że warto. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale mam wielką nadzieję, że stanę się człowiekiem inaczej patrzącym:)
Na koniec podaję linka do, moim zdaniem, ciekawego wpisu na blogu Kamila Cebulskiego, traktującego o tym, że lepiej zmieniać siebie niż świat wokół siebie
Uśmiech moim przyjacielem.
Tyle marudzenia na dzisiaj:P
… ale pewnie będzie później (może jutro?)
Drugi dzień jest tak gorąco i zaczyna mi to przeszkadzać. Chyba jednak nie lubię aż takich upałów. A może to kwestia miejsca siedzenia, bo nad morzem by mi to pewnie nie przeszkadzało. Zresztą tam jest trochę chłodniej jednak. Więc, jak już wspomniałem, upał mi doskwiera dość bardzo… Dzisiaj mam większego lenia niż zwykle i zrobiłem naprawdę mało z tego, co robię :P No i w ogóle poza tym to raczej nic nowego ;] Nie ma się nad czym rozwodzić, a mi się odechciało pisać, bo myślałem, że mam więcej do napisania, a tak naprawdę to nie mam, więc pozdrowię wszystkich, którzy tu trafią i do zobaczenia w kolejnej notce :]