ciekawa data… ale dzień raczej miły. chociaż do tej pory nie mogę zrozumieć jak w dużym supermarkecie w Warszawie (jeden z największych) może nie być alkoholi w sprzedaży. normalnie się zdziwiłem (no przecież to Polska), ale dzielnie szukałem i znalazłem butelkę wina w małym, osiedlowym sklepiku. i o dziwo – po w miarę rozsądnej cenie – którą właśnie to opróżniam, ale proszę się nie martwić – nie jest jeszcze pusta i pewnie dzisiaj nie będzie ;)

ale ja nie o tym chciałem…


kolejny dzień z głupim uśmiechem na twarzy. co mnie kolejny dzień dziwi, bo nie mam powodów do radości. no może parę by się znalazło: że jeszcze żyję, że może nawet jutro też będę żył, że mogę chodzić, śmiać się, oddychać nieświeżym powietrzem itd. ale przecież nie jest wcale różowo. nie mogę zobaczyć i poczuć Jej uśmiechu i możliwe, że nigdy nie będę mógł; nie możliwe jest także zapomnienie o świecie w ponownym utonięciu w Jej uroku… i z czego tu się cieszyć? :) może z tego, że widziałem i czułem Jej uśmiech, że mogłem przez parę godzin tonąć w Jej uroku, że wszystko wyglądało jakby trochę inaczej niż zwykle – weselej, przyjemniej i kolorowo -, że czułem, jakby cały wszechświat mi sprzyjał. dziwne, ale chyba nie umiem opisać tego słowami, bo czego bym nie napisał, to wydaje mi się, że te słowa nie odzwierciedlają tego, co czułem i jak się wtedy czułem. może po prostu nie znam odpowiednich słów… na pewno, nigdy w życiu tak się nie czułem, co mnie też dziwi, bo nie wiedziałem, że tak można. i może dlatego chciałbym, aby to mogło się powtórzyć lub… powtarzać. co niestety jak już pisałem nie zależy ode mnie i jest raczej nieralne. chociaż gdybym wiedział, że jest coś, co może to zmienić…
jednak na mój dobry i nastrój i tak wpływa właśnie, po części, a może i w dużej części, Ona:) to, że się czasem odezwie i coś napisze, to, że ja jej mogę coś napisać itd :)

myślę sobie, jakby można wykorzystać mój uśmiech i siłę oraz nieleczoną angine… hm.. nie, to ostatnie chyba z innej bajki.. no więc. co oprócz notorycznego poprawiania sobie i co poniektórym osobom, które mi pozwolają i chcą, humoru mógłbym jeszcze zdzjełac… hmmm.. ktoś ma jakiś pomysł? :D tak… mógłbym iść w końcu do pracy. no, ale pewnie takiego debila i wariata nikt nie przyjmie, chyba że inny taki, więc poszukiwania będą trochę trwały… no, ale nic. ciasa u mnie sporawo. nie ma dla mnie teraz rzeczy niemożliwych… no prawie:P bo ta Jedna jest. kurcze, może trzeba będzie się jej pozbyć, zaszufladkować, zamknąć, wyrzucić klucz i zapomnieć? może to by nie było takie głupie, a potem już by zostały tylko same możliwe rzeczy.. dobra dobra.. cicho no!… kurde, lekarz mi mówi na ucho, że to tylko urojenia, i znowu się coś znajdzie niemożliwego… ale jak to tak ?

marzenia… są czasem dla nas niemożliwe – niemożliwe, aby stały się jawą. są ‘tylko’ marzeniami. marzeniami na miarę nas samych, naszych pragnień, naszej wyobraźni. niektóre się nigdy nie spełnią, ale zawsze mamy i powinniśmy mieć nadzieję… nadzieja umiera ostatnia… więc nie umarła nawet teraz, gdy wiem, że jedno z moich marzeń nie zostanie spełnione…
… w życiu piękne są tylko chwile… tak, jak te kilka chwil z Tobą w ciągu ostatnich miesięcy. i może to zabrzmi banalnie, ale właśnie dla takich chwil warto żyć, warto śnić. dla tych paru chwil, których nie zapomnę, które stają się tak ważne z różnych względów. i może dlatego to są tylko chwile. życie nie mogłoby przecież tak wyglądać. byłoby zbyt piękne. i jakże smutno byłoby się z nim rozstawać. z chwilami jest o wiele lepiej, bo przecież wielu nie docenia ich wcale, lub tylko troszkę i życie nie wydaje się im tak piękne jak mi teraz:) no może tak nie do końca piękne, bo przecież zawsze może być lepiej…. nie przypominam sobie, abym kiedyś tak myślał, w ten sposób podchodził do wszystkiego, z takim optymizmem i radością. to w sumie naprawdę fajne:) może jednak lepiej być optymistą niż pesymistą. mam jednak wrażenie, że to łatwo może się skończyć i bardzo chciałbym się mylić…

fou