?Niczego nie jest mi szkoda, nic z tego, czego jeszcze mi brak? …hmm..jak to pierwszy raz usłyszałam, to sobie pomyślałam, o co chodzi :) i zrobiłam do tego adekwatną minę :) ..długo, długo potem zrozumiałam… kiedy?? Niedawno :)) …wytłumaczyć? Muszę? :) Tłumaczenie nigdy nie było moją mocną stroną…
Chodzi mi o to, że za bardzo patrzymy za siebie, odwracamy się, analizujemy, kalkulujemy, gdybamy, podsumowujemy, robimy bilans zysków i strat, czasem wyciągamy wnioski… Częściej jednak żyjemy przeszłością (lub na teraźniejszość patrzymy przez pryzmat przeszłości)…po co?? Z nudów? Bo lubimy mieć niepotrzebne problemy? Bo boimy się spojrzeć w zupełnie innym kierunku, bo nie wiemy co tam jest? Ale to nie o tym być miało :) …może jednak…
?…niczego nie jest mi szkoda…? czy to nie jest jakiś sposób na życie? Jeśli chodzi o mnie…cóż… jest… zwykle robię to, na co mam ochotę, przeważnie nie myślę o konsekwencjach, a gdy już mnie one spotkają… próbuje coś z nimi robić i odważnie (bądź mniej odważnie) staję z nimi twarzą w twarz, w końcu sobie zasłużyłam, nie?? :)) …
…to jest tak… przychodzi nam na coś ochota…na cokolwiek… reakcja…myśl…co zrobić?…myśl..co będzie jak zrobię tak…kolejna…ale gdybym tego jednak nie zrobiła?…hmm…myśl…ale jeśli nie zrobię, to co wtedy?…myśl..myśl..myśl…cała gonitwa myśli… i wychodzi na to, ze nie spełniamy swoich potrzeb, bo zwykle po takiej wewnętrznej potyczce odechciewa się wszystkiego… a czy nie łatwiej jest po prostu coś zrobić…i odciążymy mózg od zupełnie niepotrzebnych myśli..i my zaspokajamy własną potrzebę :) i choć przez jedną malutką, małą lub całkiem dużą chwilkę jesteśmy szczęśliwsi… spokojniejsi… bardziej usatysfakcjonowani…
Więc czemu ciągle myślimy i boimy się konsekwencji… I tak nas jakieś spotkają… z każdego działania wynika coś tam, czego większość się boi :)…strach…nieodłączny towarzysz naszego żywota…tak naprawdę to najstraszniejsza rzecz, jaka może nas spotkać…ta, która zabija marzenia, zabija pragnienia, zabija beztroskę, zabija spontaniczność i nie wiem, co jeszcze zabija…ale wiem, ze to główny sprawca tego, ze tak mało się śmiejemy…i w tak małym stopniu znamy szczęście..takie nieokreślone…takie płynące ze środka…i tak strasznie narzekamy…nie doceniając równocześnie tego, co mamy lub co jest na wyciągnięcie ręki, tylko tego nie widzimy…ale po co patrzeć…lepiej ponarzekać…:))
…ale jest wyjście… wystarczy brać to, co nam życie przynosi i podstawia pod nos, korzystać i nie myśleć za dużo, bo myślenie powoduje, że strach się budzi…autor słów zamieszczonych powyżej napisał/wyśpiewuje także ?…tak naprawdę ważna jest tylko chwila, ta chwila miła czasem to błąd…? ..a jeszcze ktoś inny, ze ?w życiu piękne są tylko chwile?…jeszcze jeden cytat ? :) wiem, jestem maniaczką :D…i tak go napiszę…?…na co komu dziś wczorajszy dzień…? …
po co to wszystko? To takie podsumowanie… warto żyć chwilą i nie patrzeć za siebie… nie żałować…to wszystko, co się już wydarzyło, owszem, jest ważne, nawet bardzo…i kształtuje nas, sprawia, ze jesteśmy właśnie tacy, jakimi naprawdę jesteśmy…i to jest bardzo ważne…ale też nie może stać się naszym przekleństwem….co ja chciałam…aha…nie bójmy się zmian, niespodzianek, działania…nie stójmy w miejscu = nie cofajmy się (jak stoimy w miejscu, to świat idzie do przodu, więc suma sumarum się cofamy)…a wtedy będziemy szczęśliwsi…a szkoda może być nam tylko tego, czego jeszcze nie mamy…a to z kolei powinno nas motywować do działania…:))…
kasia
Sunday, 18th June 2006 :..: 15:10
Carpe diem (Ĺac. dosĹownie – “chwytaj dzieĹ”) – myĹl zapisywana w przekazach Horacego,. “Chwytaj dzieĹ, bo przecieĹź nikt siÄ nie dowie, jakÄ nam przyszĹoĹÄ zgotujÄ bogowie…”
WĹasnie myĹlaĹam sobie, Ĺźe chyba za prosto by byĹo…po to mamy rozumek aby korzystaÄ z jego usĹug . MyĹleÄ….mĂłwiÄ Ĺźe to nie boli…nie prawda….moze sam proces jest bezbolesny ale myĹleÄ tzn. wybieraÄ.Wybory sÄ trudne bo chcieli byĹmy wszystko,a przynajmniej po naszemu.Musimy zdecydowaÄ siÄ ktĂłra okazja Ĺźyciowa jest naprawde okazjÄ . ChwytaÄ wszystko co przyniesie nam los tez siÄ nie da….
Proces myĹlenia jest wpisany w nasze Zycie ,komplikuje je to prawda ale tez i ubarwia ubogaca…
Korzystanie z Ĺźycia bez tejâgonitwy myĹliâmoĹźe byÄ satysfakcjonujÄ ce,ale tylko do czasu.
Zaspakajanie kaprysĂłw jest dobre ale do momentu kiedy w gre nie wchodza czyjeĹ uczucia.
Gdy myĹli spychamy na bok czÄsto ranimy innych….bo po prostu nie myĹlimy…
I tu znowu dylemat:wybraÄ wĹasne potrzeby czy potrzeby innych?
Ja zazwyczaj staram siÄ zachowywac tak jak mam na to ochote ale zdajÄ c sobie sprawe Ĺźe nie wszystko mi wolno ,nie wszystko mogÄ.Nie lubie ĹźaĹowaÄ czegos co zrobiĹam wiec staram siÄ wczeĹniej myĹleÄ….Nie zawsze to wychodzi ale mam satysfakcje Ĺźe siÄ staraĹam.
Dla momentu mojego kaprysu nie chciaĹa bym poswieciÄ czegoĹ takiego jak przyjazĹ,miĹosc czy jakiekolwiek uczucie mozolnie budowane w czasie…
âW zyciu piekne sÄ tylko chwile â-
CaĹe nasze Ĺźycie to nic innego jak chwila.
Wszystko przemija.Chwile radosne i te smutne splataja siÄ bezustannie.
Po takim kobiercu jednak musimy iĹÄ do przodu przed siebie caĹy czas jednak myĹlac nad tym czego chcemy ,co moĹźemy .Marzenia bez myĹlenia tez nie istniejÄ .Skoro potrzeba myĹli by marzyÄ to i do realizacji tego marzenia jest ona potrzebna….
TERAZ NA TEMAT
âCarpe diemâ
âĹap chwile..â.ja bym to ujÄĹa tak:
-Ĺťyj dniem ale nie zapominaj o tym, ze i wieczĂłr przyjdzie.
Odpowiednia doza myslenia jeszcze nikomu nie zaszkodziĹa,przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
ZĹotego Ĺrodka na Ĺźycie nie ma…SpokĂłj w gĹowie to marzenie do ktĂłrego dÄ zymy .JeĹli jednak ma byÄ ono speĹnione kosztem nie myĹlenia to ja dziÄkuje…
cebula
Sunday, 18th June 2006 :..: 19:47
…KtoĹ podjÄ Ĺ ze mnÄ polemikÄ :))…i jeszcze dodatkowo wyszlam na bezmyĹlnego, destrukcyjnego potwora…
G woli wyjaĹnienia… nie potÄpiam myĹlenia w ogĂłle… sama jestem czĹowieczkiem myĹlÄ cym, niekoniecznie zaspokajajÄ cym wszelkie wĹasne zachcianki… to byĹoby niemoĹźliwe do wykonania…
…bardziej chodziĹo mi o zbytnie zastanawianie siÄ nad wszystkim…o absolutny brak spontanicznoĹci, o coĹ, co potrafi naprawdÄ zabiÄ marzenia i zdecydowanie uprzykrzyÄ Ĺźycie… byÄ moĹźe sÄ szczÄĹliwcy, ktĂłrzy nigdy nie doĹwiadczyli tej destrukcyjnej gonitwy myĹli, ktĂłra do niczego nie doprowadza, jest tak uporczywa i uciÄ Ĺźliwa, ze tak naprawdÄ doprowadza tylko do tego, Ĺźe nie zmienia siÄ nic, bo poprostu nie wystarcza juĹź siĹ, ani chÄci… wiem co mĂłwiÄ, bo sama tak miaĹam… i uwierz, Ĺźe takie myĹlenie jest zĹe, bo stoi siÄ w miejscu…nie posuwa do przodu nawet o milimetr… to zdecydowanie nie jest rozwijajÄ ce…
I jeszcze raz zaznaczam… nie potÄpiam myĹlenia… bez niego to juĹź w ogĂłle nic by siÄ nie dziaĹo… propagowanie nadzwyczajnej beztroski teĹź absolutnie nie byĹo moim celem… Ani uprzyjemnianie sobie Ĺźycia i zaspokajanie wszelkich swoich zachcianek kosztem innych… a tym bardziej krzywdzenie bliskich nam osĂłb i burzenie wszystkiego, co misternie budowaliĹmy, budujemy i budowaÄ bÄdziemy…
PisaĹam o tym, Ĺźe nie powinniĹmy siÄ baÄ zmian i czasem wyjĹÄ im na przeciw…a nie tylko biernie czekaÄ, Ĺźe coĹ siÄ samo wyjaĹni, ktoĹ to za nas zrobi… i takie tylko rozwiÄ zania przyjmowaÄ… albo postÄpowaÄ w sposĂłb taki, jakiego oczekujÄ od nas inni, postronni ludzie… KaĹźdy mĂłwi o wolnoĹci… a czy jesteĹmy wolni, gdy wszystko robimy pod dyktando innych, chcÄ c siÄ innym przypodobaÄ, nie sĹuchajÄ c wĹasnego sumienia, wewnÄtrznego gĹosu, wĹasnych pragnieĹ? …nie wydaje mi siÄ… czy wtedy moĹźemy czuÄ szczÄĹcie i radoĹÄ, te nieopisane?? Tak, jeĹli komuĹ zaleĹźy tylko na tym, by byÄ akceptowanym przez innych, przez wszystkich… w innym wypadku… nie sÄ dzÄ… niewielu lubi czuÄ siÄ jak marionetka lub caĹe Ĺźycie udawaÄ, Ĺźe jest w porzadku, bo inni tak uwaĹźajÄ … IndywidualnoĹÄ nie jest zĹa… samorealizacja teĹź nie… (nie mĂłwiÄ o tych, ktĂłrym to odpowiada, lecz raczej o tych, ktĂłrzy czujÄ , Ĺźe coĹ z ich Ĺźycie jest nie w porzÄ dku, ale nie do koĹca potrafiÄ to sprecyzowaÄ lub bojÄ siÄ przyznaÄ przed sobÄ , Ĺźe coĹ im nie pasuje, bo nie wypada)…
…odrobina spontanicznoĹci jeszcze nikomu nie zaszkodziĹa… PostÄpowanie zgodnie z tym, co tak naprawdÄ myĹlimy chyba teĹź…
…spokĂłj w glowie…hmm…sparafrazowaĹam tytuĹ piosenki, z ktĂłrej pochodziĹ pierwszy cytat… ten spokĂłj to nic innego, jak Ĺźycie w harmonii z wĹasnym wnÄtrzem, sumieniem teĹź… nie beztroskie Ĺźycie bez myĹlenia i zaspokajanie wszelkich zachcianek… wyrzeczenia sÄ wkalkulowane w nasze Ĺźycie i ja ich nie kwestionowaĹam i kwestionowaÄ nie bÄdÄ… podobnie jak bĹÄdy czy konsekwencje naszych dziaĹaĹ…
MyĹlmy wiÄc, ale teĹź sĹuchajmy samych siebie, liczÄ c siÄ z innymi… i sprawiajmy sobie choÄ troszkÄ przyjemnoĹci, tych malutkich, ktĂłre jednak sprawiÄ , Ĺźe czÄĹciej siÄ bÄdziemy uĹmiechaÄ, a przez to teĹź uprzyjemnimy Ĺźycie innym, zwlaszcza tym, na ktĂłrych nam zaleĹźy…
kasia
Sunday, 18th June 2006 :..: 20:52
Dzieki za wyjaĹnienie :))
Bardziej jasne byÄ nie mogĹo(chyba)
Tak mi sie wydaje, ze poprostu Ty nadawaĹas na innych falach a ja na innych odbieraĹam;)
Ale w sumie o ile wiecej sie dowiedziaĹam!!!
Warto byĹo zaczaÄ polemikÄ…moĹźe troszku przesadziĹam ale czasami tak mam:)))
cebula
Sunday, 18th June 2006 :..: 23:38
Nie ma sprawy :))
A nad jasnoĹciÄ siÄ zastanawiaĹam :)) i w sumie pewnie jeszcze coĹ mogĹabym dodaÄ :))
Masz prawo mieÄ wĹasne zdanie, zupeĹnie odmienne od mojego czy czyjegokowiek :)) ja siÄ w kaĹźdym razie nie gniewam :))
fou
Monday, 19th June 2006 :..: 00:11
no wĹaĹnie zĹoty Ĺrodek… czy w ogĂłle istnieje? pewnie dla kaĹźdego to zupeĹnie coĹ innego. nie ma uniwersalnego zĹotego Ĺrodka dla wszystkich i moĹźe po prostu chodzi o to, by ĹźyÄ swoim zĹotym Ĺrodkiem. szczÄĹcie. marzenia. nadzieja. tylko tyle i aĹź tyle. trzeba umieÄ ĹźyÄ w zgodzie ze swoim rozumkiem, ktĂłry czÄsto siÄ wywyĹźsza, jak rĂłwnieĹź sercem, ktĂłrego nie naleĹźy nie sĹuchaÄ. kaĹźdy znajdzie Ĺrodek w innym miejscu. dla jednych waĹźniejsze bÄdzie to, co podpowiada umysĹ, dla innych uczucia pĹynÄ ce z serca… ale.. nie moĹźna za duĹźo myĹleÄ, ani za bardzo polegaÄ na wzlotach serca :) chociaĹź czasem bardzo przyjemnie (i opĹacalnie) jest siÄ poddaÄ impulsowi uczucia i namiÄtnoĹci…
jak ja ĹźyjÄ? nie wiem :) powaĹźnie. niestety nie wiem, moĹźe ciÄĹźko to okreĹliÄâŚ. po prostu wiem, jak chcÄ ĹźyÄ dalej, co robiÄ, w jaki sposĂłb podejmowaÄ decyzje itp.
jak byĹo dotychczas? jak mi ktoĹ powiedziaĹ za duĹźo myĹlaĹem, za duĹźo marzyĹem:) i w sumie to byĹa prawda. czÄsto za maĹo robiĹem, gĹĂłwnie z braku odwagi.. czy obawy przed konsekwencjami i strachem przed poraĹźkÄ ? przypuszczam, Ĺźe tak. na pewno w jakimĹ stopniu, bo przecieĹź to nieodĹÄ czny element naszego Ĺźycia. tylko strach nie moĹźe paraliĹźowaÄ i musi staÄ siÄ motorem naszych dziaĹaĹ, siĹÄ i dodatkowÄ motywacjÄ âŚ.
a jak teraz prĂłbujÄ ĹźyÄ? nie tracÄ c tych chwil, ktĂłre mogÄ byÄ ostatnimi, a ktĂłre tak szybko uciekajÄ . w koĹcu tu Ĺźycie jest krĂłtkie i nie ma co rozmyĹlaÄ za duĹźo, gdybaÄ itp.. (trochÄ siÄ powtarzam, ale tu juĹź wiÄkszoĹÄ zostaĹo powiedziane, z czym siÄ zgadzam, wiÄc tylko ubieram to trochÄ inaczej w sĹowa tak dla Ĺciemy, Ĺźeby nie byĹo Ĺźe nic nie piszÄ ;)))… chcÄ ĹźyÄ i prĂłbowaÄ walczyÄ o to, na czym mi zaleĹźy, o swoje marzenia i nadzieje:)
kiedyĹ byĹem pesymistÄ , teraz jestem (?) optymistÄ . pomaga? na pewno, bo duĹźo fajniej patrzy siÄ na Ĺwiat, mam wiÄcej siĹy i motywacji. i sĹoĹce na niebie cieplejsze, bardziej şóĹte i przyjemniejsze! nie wiem czy mi siÄ tak jeszcze dĹugo uda, moĹźe to tylko chwilowy stan ducha, ale mam gĹÄbokÄ nadziejÄ, Ĺźe nie… kiedyĹ myĹlaĹem, Ĺźe to niemoĹźliwe, abym ja, urodzony pesymista, mĂłgĹ myĹleÄ optymistycznie. no jak to? ja? ja optymistÄ ? nigdy w Ĺźyciu, w koĹcu lepiej siÄ cieszyÄ z niespodziewanej wygranej, gdy spodziewaĹo siÄ poraĹźki niĹź smuciÄ siÄ z przegranej po nadziejach na wygranÄ … tak kiedyĹ myĹlaĹem, brzmiaĹo to nawet dosyÄ logicznie, ale juĹź tak nie jest. moĹźe brzmi dalej logicznie, ale znalazĹem lepsze wyjĹcie:) nie ma poraĹźek. sÄ sytuacje, z ktĂłrych trzeba wyciÄ gnÄ Ä wnioski na przyszĹoĹÄ, aby nie popeĹniaÄ dwa razy tego samego bĹÄdu, kaĹźdy popeĹnia bĹÄdy przez caĹe swoje Ĺźycie, trzeba tylko umieÄ popeĹniaÄ ich jak najmniej. patrzÄ na Ĺwiat moĹźe trochÄ przez róşowe okulary, co jednak nie wyklucza uĹźywania do tego racjonalnie myĹlÄ cego mĂłzgu. po prostu mam duĹźo wiÄcej siĹ, ktĂłre mogÄ poĹwiÄciÄ na jakieĹ dziaĹanie. na realizacjÄ marzeĹ, dawanie uĹmiechu innym ď
prĂłbujÄ ĹźyÄ teraĹşniejszoĹciÄ , nie zapominajÄ c o przeszĹoĹci, a takĹźe o przyszĹoĹci, ktĂłra byÄ moĹźe stanie siÄ dla mnie teraĹşniejszoĹciÄ . we wszystkim trzeba mieÄ umiar, takĹźe w korzystaniu z Ĺźycia. co nie zmienia faktu, Ĺźe trzeba umieÄ z niego korzystaÄ tak, aby czuÄ, Ĺźe niczego nie brakuje, czuÄ siÄ naprawdÄ szczÄĹliwym z drugÄ osobÄ (nie wierze w to, Ĺźe ktoĹ chciaĹby byÄ sam…), wiedzieÄ, Ĺźe kiedy jest smutno, bÄdzie potrafiĹa pocieszyÄ, przytuliÄ i rozweseliÄ, by po prostu byĹa wtedy, kiedy jej potrzebujemy⌠mieÄ powody do tego, aby jak najczÄĹciej siÄ uĹmiechaÄ. a najwaĹźniejsze to chyba nie ĹźaĹowaÄ tego, co siÄ zrobiĹo, bo juĹź po prostu nie ma sensuâŚ. mĂłc stanÄ Ä kaĹźdego ranka przed lustrem, uĹmiechnÄ Ä siÄ i pomyĹleÄ, Ĺźe oto kolejny miĹy dzieĹ Ĺźycia, kilka chwil szczÄĹcia…