WCZORAJ
20 listopad – Urodziłam się po 30 godzinach męki mojej mamy i ku utrapieniu lekarzy. W jakim stanie nie będę opisywała… dla mamy było ważne tylko że żyje. Zresztą nie miała ani siły ani czasu na myślenie. Ja wylądowałam w klinice. Po 3 latach jakoś mnie doprowadzili do porządku i stwierdzili ze wszystko będzie dobrze, że poprostu miałam szczęście.
Tak sobie rosłam i rosłam…W przekonaniu ze to szczęście to po prostu może trochę ślepe-ale zawsze szczęście Przedszkole, szkoła, studia, - ciągle z przekonaniem, że mnie nic złego nie spotka… A nawet gdyby to przecież ja mam przywileje w życiu. Los mnie traktuje z przymrużeniem oka.
Pamiętam jak po wypadku samochodem zawieziono mnie do szpitala i lekarz przekonany ze już jestem pod narkoza ( rzucił komentarz „głupi to ma szczęście” Nie zdążyłam mu odpowiedzi udzielić, bo zasnęłam… Ale pomyślałam sobie, że faktycznie to nie może mnie głupią nazywać tylko szczęściarą…. Taki maniak zapinania pasów jak ja nie zapiał ich!!! Tylko, dlatego parę minut przed wybuchnięciem zbiornika z benzyną zdążyli mnie wyciągnąć. (scena jak z filmu ale niestety prawdziwa) Przypadek? Nie!!! To właśnie jest moje „szczęście”.
DZISIAJ
Jak to ma się w dniu dzisiejszym to moje szczęście?
Otóż,nie mogę narzekać : ) Zezowate dalej, ale cóż chyba się powoli przyzwyczajam. Pewność,
że będzie dobrze nie opuszcza mnie. Marzeń wraz z wiekiem przybywa z ich realizacją to już różnie. Marzyłam kiedyś o tym by znaleźć kogoś- no i znalazłam… Jest tylko w odległości 8000 km.:)) Chciałam prace niezwiązaną z matematyką no i mam (w banku tyle że na obsłudze klienta a nie w księgowości) Zastanawiam się czy pisać dalej…Chyba sobie daruje…. Mam nadzieje ze wszyscy wiedza, o co chodzi z tym moim szczęściem(, bo ja nie do końca)
JUTRO
Z jednej strony to życzyłabym sobie by w końcu zrobiono korektę zeza mojemu szczęściu z drugiej strony mam obawy… A jak zniknie całkowicie? Nie narzekam… Bo jak tu narzekać… Ale… Przyznam szczerze - zaczynam bać się o resztę moich marzeń.
Co jeszcze mi przyniesie los w „prezencie”?;} Ciekawa jestem… Chyba ta ciekawość dodaje mi siły w patrzeniu przed siebie. Maszeruję przez życie jak wszyscy raz pod gorę raz z górki… Tyle,że na moje nieszczęście mam szczęście….:))) Ale bez niego to by mnie już dawno nie było… Zawdzięczam mu wiele,zarzucam też…
„Szczęśliwi czasu nie mierzą”….
Kiedyś, gdzieś mi powiedziano….Od tej pory zegarka nie nosze (na kom .zerkam). Bo w sumie za taką się uważam: SZCZĘŚCIARA (Czasami jak każdy mam takie chwile zwątpienia,ale robie wszystko by to były tylko chwile)
SZCZĘSCIA NIE MOZNA KUPIC, ALBO SIE JE MA ALBO NIE!!! - czasami trochę sie spóżnia z przyjściem ,ale znajdzie drogę dokażdego - ja w to wierze!!! wiem wiem…
WARIATKA ze mnie;))
M
Tuesday, 20th June 2006 :..: 18:23
Wariatka???mozna i tak nazwać optymistów w dzisiejszych czasach.Jest ich jak na lekarstwo.Czasami mam wrażenie że słowo optymista jest nie w modzie.Narzekanie za to jak najbardziej.Podziwiam za troche ironiczne podejście do szczęścia i życia,to chyba wpływ tego “zezowatego szczęscia”.Ja czekam kiedy to szczescie przyjdzie do mnie,jak napisałas moze sie troche spuznic, ale jak na optymiste przystało wierze że tak będzie:))
fou
Tuesday, 20th June 2006 :..: 23:58
Rzeczywiście u nas, w Polsce, naszym pięknym kraju, ciężko jest być optymistą, choć na szczęście paru znam, i na razie próbuję zarażać tym, innych. Zastanawia mnie, dlaczego każdy (z małymi wyjątkami) na pytanie “Co słychać? jak leci?” etc opowiada zaraz litanię wszystkich złych rzeczy, jakie go spotkały i jak to mu się źle wiedze, czego mu brakuje itd. A przecież nie jest aż tak źle, wystarczyłoby trochę inaczej na to spojrzeć :) z przymrużeniem oka, trochę ironicznie, jak to wyżej napisał mój przedmówca. i od razu jest lepiej :D życie nie wydaje się takie złe, widać, że są na świecie dobrzy ludzie i dobre rzeczy.. i że do szczęścia jednak nie potrzeba wiele :)
kasia
Wednesday, 21st June 2006 :..: 18:46
Klub optymistów sie znalazł…
Nie wiem tylko czy wzajemnej pomocy?czy adoracji?
Chłopaki..tak trzymac…(co? sama dokładnie nie wiem;))
Fajnie wiedzieć że optymisci jeszcze nie sa gatunkiem pod ochrona zagrozeni wyginieciem… Ja mam tu aż 2 przypadki!!!
Sama czasami lubie pomarudzić( prawda?:))ale nie narzekać.
Co by nie było…”do szczęscia nie potrzeba wiele”(ja chce ferrari:))
Jak by nie było…”do szczęscia nie potrzeba wiele”(czerwonym lizakiem tez sie zadowole:)))
Atak w ogóle to dzisiaj miałam bardzo udany dzionek;))
fou
Wednesday, 21st June 2006 :..: 20:54
ja wygrałem dzisiaj w zdrapce “różowa pantera” 2zł!!! i jest przeszczęśliwy :P a w ogóle to tak sobie pomyślałem ostatnio, że istnieje pewne prawdopodobieństwo tego, że będę najszczęśliwszym facetem pod słońcem, małe, ale jakieś tam jest… ;)
lizakiem też bym nie pogardził :] a ja lubię dawać lizaki, zwłaszcza takie u mnie są fajne za 40gr (były za 30gr :P) - ładnie wyglądają i są nawet smaczne, bo i sam jadłem, nie tylko dawałem :D
no więc radujmy się, weselmy… :)