wczoraj…
noc zaczęła się późno, za szybko skończyła się wieczorna podróż, za długa samotna, za krótka ta wspólna. słowa pożegnania, ostatnie spojrzenie. i powrót do zwykłej, szarej codzienności.

depresja to stan odbiegający od normy. mój stan to norma. nie jestem w depresji. odbiegającym od normy był mój ostatni stan, ostatnie tygodnie. za dużo wiary, nadziei.. uśmiechu.. było fajnie.. ale jak nisko można upaść… a czego się spowiedziałem? że upadek nie boli? zawsze boli… a im wyżej się wejdzie tym bardziej będzie bolało… to cena jaką trzeba zapłacić za wejście na szczyt.. niezbyt wysoka… zapewne w bliżej nieokreślonej konkretną datą przyszłości powróce do mojego wspaniałego cudnego optymizmu. czemu nie? przecież było lepiej. podobno…

oczy… dwie pary oczu.
patrzących na siebie.
zwierciadło uczuć i emocji
obraz lepszego świata
lepszej rzeczywistości
i tego wszystkiego co dobre
tego co pozwala wierzyć i śnić
tego co sprawia że mam odwagę
i siłę by walczyć
o swoje marzenia i pragnienia
o słońce, ciepło i wiatr
o uśmiech na twarzy
i w sercu…

zabijam czas. przynajmniej próbuję. tak jak kiedyś… teraz… i dalej. za dużo czasu. znowu. zdecydowanie to nie jest dobre wyjście… wyjście… czy to dobre wyjście z tej sytuacji? może i tak. muszę się z tym pogodzić, choć nie potrafię. może po prostu nie chcę… ale nie mogę nic innego zrobić… lepiej żebym nic nie robił. po co jeszcze mam komplikować komuś życie bardziej, niż już to zrobiłem? nie jestem przecież aż tak zły, żeby chcieć to zrobić… ale może na tyle egoistyczny…

straciłem dzisiaj kogoś bardzo ważnego w moim życiu… osobę, która, choć nie była w nim długo, bo tylko na kilka chwil, potrafiła je zmienić, zarówno te chwile w chwile ‘zapisane niezapomnianie w moim serciu’ jak i życie… nie umiem chyba odpowiednio wyrazić tego słowami… jak ważna była to osoba i co dla mnie zrobiła… ona nie zdaje sobie z tego sprawy… straciłem osobę, z którą rozmawiało mi się jak z żadną inną… nawet wtedy, gdy nie było żadnych słów… straciłem osobę, przy której czułem, że mam w ręku cały świat.. i wszystko zależy ode mnie… od tego, co chcę aby się stało… a jednak nie wszystko… bo wydarzyło się coś, na co nigdy bym nie pozwolił… straciłem osobę, której uśmiech mógł uśmierzyć każdy ból i smutek, sprawić, że uciekały złe myśli, pozostawiąc jedynie same dobre… jakby zło w ogóle miało nie istnieć. jakby nie dotyczyło tego momentu, tej chwili ani tego miejsca… a przecież było… straciłem osobę, na której mi zależy… może nawet bardziej niż mi się to wcześniej wydawało… straciłem osobę, która jest silnie uzależniającym narkotykiem, po zażyciu którego jest się na wielkim haju, z którego nigdy nie chciałoby się wracać…

ktoś ważny (dla mnie) odszedł do kogoś ważnejszego (dla niego)…

łza spływająca po policzku…
to nic. to łza uśmiechu.
uśmiechu przeszłości
wspomnienia
tylko tyle zostało
łza uśmiechu którego już nie będzie…
łza wspomnień
których może być nie powinno
a jednak są
były
mogłyby być
mogą…

dźwięk dzwonka. sms. i jedna myśl. nadzieja… na próżno.. przecież to nie może być tak… czasami było, ale już nie będzie…

powstaje kolejna rzeczywistość. inna. zupełnie inna… bez tego, co było. a co się straciło. czasem nawet niewiadomo co. zagadka. pytanie. bez odpowiedzi. bo po co? w końcu nic nie jest istotne. oprócz wszystkiego. co tam życie? za krótkie. albo za długie. za późno? nigdy nie jest za późno. nowa rzeczywistość nie jest różowa, nie jest nawet optymistyczna.

już czas zamknąć oczy
i położyć sie do snu
nie mieć tego wzroku
tych myśli
tych uczuć
wszystko zabić
spalić
unicestwić
zarżnąć
póki młode…

fou