Cholerny upał! Słońce od tygodnia nie daje ochłonąć rozgrzewając wszystko na swej drodze…. Ja spocona, zmęczona próbuje puszczać wodze fantazji…. Mieszkać na plaży.. Kto o tym nie marzy??? (przynajmniej w wyżej opisanych okolicznościach)
On miał szczęście
Jego pierwsze zabawki to wiaderko, łopatka i grabki. W wieku 3 lat na brzegu morza zobaczył wspaniały zamek z piasku.Tak… Właśnie od tego wszystko się zaczęło. Pragnienie by mieć taki sam na własność. Z palcem w buzi patrzał jak znika pod falami wody i próbował usilnie zapamiętać wszystkie szczegóły by móc zbudować taki sam… Mozolne próby początkowo nie przynosiły efektów. Kupki piasku w jego wykonaniu nie przypominały w żadnym wypadku tego co widział już tylko w wyobraźni. Malec jednak nie poddawał się.
Pragnienie posiadania własnego zamku było tak silne, że od świtu do zmroku próbował ujarzmić piasek, nadać mu właściwą formę i kształty. W dzień ciężko pracował, w nocy o nim śnił.
I tak w wieku 8 lat był już w stanie zbudować swój własny piękny zamek. Cóż z tego jednak…. radość trwała krótko… Chłopiec zdał sobie sprawę z tego że co wieczór morze wraz z wieczornym przypływem wydziera mu jego całodzienny trud. Co wieczór patrzał tak jak niegdyś, jak budowla zostaje pochłonięta przez fale. On pozostawał z goryczą w sercu do następnego dnia i następnego zamku. W końcu zdecydował że musi coś zmienić: trzeba budować dalej od brzegu… wymyślił. Jak wymyślił tak następnego dnia zrobił. Nie było łatwo. Żeby mieć odpowiednio mokry piasek musiał kopać coraz głębiej. Upał dawał się we znaki bardziej bo powiew morskiego powietrza nie docierał do niego tak jak dawniej…. Męczył się bardzo, ale przez trzy dni zamek stał w tym samym miejscu i był nawet piękniejszy od tego,
który widział mając 3 lata. Chłopiec był tak dumny z siebie że bardziej już nie można… a fakt że morze już nie zagraża budowli napełniło go spokojem i szczęściem.
Po trzech dniach szczęścia w nocy spadł deszcz. Z zamku z piasku został tylko piasek… no i żal, złość. Dziecko zarzucało sobie bezmyślność, głupotę… itp. Tego ranka stracił nie tylko swój wymarzony zamek, ale i też chęci na nowy. Tego lata już nie bawił się w piasku. Intensywnie zastanawiał się tylko nad sensem tego co robił, czy było warto.
Tak minął rok. Znowu słońce, plaża, piasek…. i znowu wiaderko i łopatka. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego ze jest duży, że ludzie będą głupio patrzeć na niego, na dziecinny upór z którym walczy z piaskiem… W ciągu roku przerwy jednak zdał sobie sprawę że nawet tylko dla paru chwil rozkoszowania się widokiem tego o czym marzył… warto podjąć wyzwanie… Zresztą kto powiedział ze dla paru chwil? Ostatnio były to 3 dni!!! No i doświadczenie zdobył już nie małe, miał cały rok na przemyślenie dodatkowych zabezpieczeń budowli…. Tak rozmyślając z zapałem wziął się do pracy.
Młody i głupi-mówili wylegujący się obok ludzie. W końcu jak nie morze to deszcz, jak nie deszcz to wiatr, jak nie wiatr to ludzie…. ktoś w końcu zniszczy to dzieło. Po co budować coś co w każdej chwili może przestać istnieć? po co łudzić się? po co tracić ostatki optymizmu, sił, i wiary w siebie? Od wariatów go wyzywali… ludzie…
No cóż ja tam tez nie potrafię udzielić odpowiedzi na niektóre pytania tych wylegujących się… Piasek mam dostępny tylko w piaskownicy, zresztą tak brudny ze raczej do zabawy się nie nadaje…
Jednak jednego jestem pewna w 100%!!! Temu chłopcu nie zazdroszczę piasku i plaży, ale wytrwałości, wytrzymałości i wariackiego uporu w dążeniu do upragnionego celu. Cholewcia dlaczego jedni go maja a inni nie? Tak Se myślę że tu chodzi chyba o to by mieć jakąś konkretna wizje tego czego by się chciało i by nie pozwolić by rozpacz, gniew i zniechęcenie przysłoniły ją całkowicie. Wizja, marzenie, jak zwał tak zwał… ale to coś tak głęboko zakorzenione w człowieku że daje mu siłę na przezwyciężenie trudności na wyłażenie z dołów w które wpada co rusz. Marzenia, marzenia, marzenia… nawet te z piasku mogą być warte zachodu!!!
W drodze do realizacji naszych marzeń nie tylko satysfakcja się liczy… uczymy się tez ponosić porażki… to się w życiu przecież tak bardzo przydaje… (a przynajmniej przydało się chłopcu w zabawie wiaderkiem i łopatką)…
Marzenia, marzenia, marzenia… ja mam takie jedno w tej chwili: w pełni działająca klimatyzacja, porcja lodów jagodowych i…. dobra… koniec na razie puszczania wodzów fantazji bo przy tym upale to jaki diabeł ze mnie wylezie… i w piekielnym upale diablica się objawi:)))
fou
Monday, 10th July 2006 :..: 18:41
ja teĹź miaĹem szczÄĹcie…
nie waĹźne, Ĺźe trwaĹo statnio tylko osiem godzin… a wysiĹkiem sÄ chwile po przeĹźyciu szczÄĹcia, a nie prrzed… trochÄ dziwne, prawda? tak na odwrĂłt… ale to chyba pokazuje, Ĺźe zawsze szczÄĹciu musi towarzyÄ wysiĹek, Ĺźe nie ma nic za darmo…
zazdroszczÄ bohaterowi wytrwaĹoĹci i woli walki, tego, Ĺźe nie poddaje siÄ, mimo iĹź wiÄkszoĹÄ ludzi siÄ z niego Ĺmieje, tego, Ĺźe jest wolny. widaÄ, Ĺźe nie zawsze wszystko zaleĹźy od nas. tak mozolnie budowane szczÄĹcie moĹźe zostaÄ Ĺatwo zniszczone lub w ogĂłle nie zbudowane do koĹca z powodu przeciwnoĹci losu, innych ludzi lub zĹoĹliwoĹci rzeczy martwych.
zauwaĹźyĹem teĹź jednÄ , bardzo waĹźnÄ rzecz… Ĺźe nie poddawaÄ siÄ i walczyÄ nie znaczy ciÄ gĹe staranie siÄ na siĹÄ czegoĹ budowaÄ tam, gdzie jest to niemoĹźliwe. podoba mi siÄ ten chĹopiec, bo umie myĹleÄ. jest wytrwaĹy w tym co robi i wie czego chce, ale jednoczeĹnie nie popeĹnia dwa razy tego samego bĹÄdu, wyciÄ ga wnioski z poraĹźek. i to jest chyba bardzo waĹźne. aby umieÄ przegrywaÄ w trakcie Ĺźycia i umieÄ wyciÄ gnÄ Ä z tego coĹ na przyszĹoĹÄ, co bÄdzie moĹźna poprawiÄ. przecieĹź nigdy nie jest tak dobrze, Ĺźeby nie mogĹo byÄ lepiej… podobno wystarczy chcieÄ, ale chwilowo w to nie wierzÄ…
marzeĹ mam duĹźo… nie sposĂłb wszystkich opisaÄ, niektĂłrych siÄ po prostu nie da…
sam chwilami jestem takim wariatem, jak ten chĹopiec… peĹen wiary i wytrwaĹoĹci w dÄ Ĺźeniu do celu…
ostatnio sĹyszaĹem, Ĺźe jestem spontaniczny. szkoda, Ĺźe sam w to nie wierzÄ… czÄsto brakuje mi odwagi.. i choÄ ostatnio miaĹem jej wiÄcej, to chyba powrĂłciĹem do punktu ‘normalnoĹci’… odwagÄ miaĹem tylko przy Niej.. zresztÄ nie tylko odwagÄ… dziwne, prawda? ostatnio dziwiÄ siÄ wielu rzeczom… to teĹź chyba dziwne. kiedyĹ zaczÄĹo mine irytowaÄ naduĹźywanie sĹowa ‘ciekawe’, teraz chyba zacznie ‘dziwne’… ale co zrobiÄ jak siÄ dziwiÄ naprawdÄ? a ciekawe jest to, Ĺźe tym razem to ja uĹźywam ‘irytujÄ cego’ sĹowa… wiÄc jestem spontaniczny.. najbardziej w myĹlach i pomysĹach… gdybym jeszcze czÄĹciej mĂłgĹ mieÄ odwagÄ… oj co by siÄ dziaĹo! a moĹźe lepiej, Ĺźe niektĂłrych rzeczy nie udaje mi siÄ zrealizowaÄ z powodu braku odwagi? nie, chyba jednak nie… na pewno bym nie ĹźaĹowaĹ, Ĺźe coĹ zrobiĹem, a tak… ĹźaĹuje, Ĺźe nie zrobiĹem…
coĹ mnie wena uciekaÄ przez okno zaczÄĹa, wiÄc lecÄ jÄ ĹapaÄ i wieczorkiem coĹ jeszcze wystukam pewnie…