Przeglądasz archiwum bloga wariatkowo » August, 2006.

poważny problem :( POMOCY!!!!

dzień zaczął się jak codzień. wstałem lewą nogą, niestety. prawą raczej mi się nigdy nie udaje, bo ciężko by się wstawało po ścianie, więć cóż zrobić, wstaje zawsze tą przeciwną do tej dobrej. ale nic to. padało i było zimno. ale humor miałem dobry. chociaż marzłem i co chwile robiłem sobie herbatę ciepłą. czytałem i w ogóle, mulinowałem się też trochę. no, ale do rzeczy. mam poważny problem. właściwie to już nie od dzisiaj, ale dopiero dzisiaj zdałem sobie z tego sprawę, jak poważne to jest. nie wiem czy sobie z tym sam poradzę, pewnie jak zwykle będę musiał, bo nie chcę tej całej sytuacji tak zostawiać. niestety nikt mi nie pomoże :( otóż… jedna z moich króweczek ma urwane dwie nogi, nie wiem gdzie są. biedna musi chodzić ze mną od dwóch dni na dwóch nogach tylko, do tego obu prawych! cały czas się przewraca i potyka, bo nie może złapać równowagi. jedna z tych dwóch kończyn, które jej zostały, pewnie też niedługo odpadnie, gdyż trzyma się jedynie na jednym ścięgnie. biedactwo. nie wiem co z nią zrobić, męczy się strasznie bidulka. ale nie chcę jej zabijać, ja bym koma…. muchy nie skrzywdził (ee.. może to zły przykład, ale nie wymyśliłem nic innego:P).. jak ja bym mógł uśmiercić taką cudowną i piękną istotę jak moja krówka?! i co ja biedny mam zrobić, może to się da jakoś naprawić? może mi pomożecie.. bo druga krówka też już niedługo będzie potrzebowała jakiegoś specjalistę od odnóży, też już są w kiepskim stanie… a ta pierwsza to jeszcze ma wielką ranę na brzuchu, prawie jej wnętrzności wypływają.. biedna, naprawdę potrzebuemy pomocy!! szybko! proszę! pomóżcie ludzie dobrej woli!

zmęczony no

totalnie zmęczony jestem. nie mam czasu, ani siły, żeby się po tyłku podrapać, chociaż muszę przyznać, że ma to także swoje dobre strony. do złych należy na pewno ból większości mięśni, na mógłby pomóc masaż młodymi piersiami :] (w razie czego wiecie gdzie mnie szukać – mogę nawet zapłacić ;;)) aaa.. no i słucham całkiem fajnej piosenki właśnie, którą słyszałem ostatnio u cebuli (niby miała być taka super fajna hej, ale jest tylko fajna – ‘dotykaj mnie’ – całkiem ładny tytuł i słowa ;) no, ale nic. koniec smęcenia na dzisiaj. no… to do następnego :]

sens

dzisiaj będzie krótko raczej. zaraz idę spać, bo jutro muszę wstać o szóstej z minutami. tzn minut 50 ;) jak dla mnie to praktycznie środek, a ostatnio i początek nocy, więc na kilka dni lub więcej muszę się przestawić w jakiś dziwny, magiczny sposób. trzymajcie kciuki – musi mi się udać!

wydrukowałem dzisiaj sobie książkę Aleksandra Łamka “Sens życia” (książka jest darmowa, można ją ściągnąć ze strony www.senszycia.smiech.org). przeczytałem na razie tylko 37 stron i właściwie jak na razie nic odkrywczego nie znalazłem, ale chyba im częściej o tym czytam, słyszę i doświadczam, tym bardziej zaczynam w to wierzyć i mam nadzieję na pozytywne efekty. a o czym to to jest? o tym, że klucz do szczęścia tkwi w naszych głowach; że rzeczywistość wygląda tak, jak ją odbieramy, a wszystkie nasze poglądy są subiektywne; że czasem warto słuchać naszej intuicji i nie polegać tylko na logice; że śmiech odgrywa bardzo ważną rolę w naszych życiu – wpływa na nasza samopoczucie, zarówno od strony fizycznej jak i duchowej oraz o tym, że potrzebne są chwile smutku i bólu, żebyśmy potrafili docenić chwile prawdziwego szczęścia. na razie tyle, później może napiszę coś więcej na ten temat:)

śpijcie dobrze i spokojnie.

I shall believe

czerwony świat szczerości

dlaczego z czerwonego nieba pada ‘zwykły’ deszcz? dlaczego to nie jest deszcz krwi? lub chociaż lekko zabarwionej wody? jest taki przeciętny, przewidywalny i tradycyjny. przecieka przez palce, nie pozostawiając prawie żadnego śladu. jedyną pozostałością jest malutka mokra ścieżka na mojej dłoni. tylko przez chwilę…
i znowu nic nie pozostanie. cisza ja i noc… do następnego deszczu, do następnego razu…

świat z łatwością zmienia swoje barwy. potrafi się dostować do naszego nastroju, jak kameleon dostosowuje się do otoczenia. możliwość bardzo szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków dla własnego bezpieczeństwa. po to, abyśmy przypadkiem nie chcieli z nim walczyć. ani z samym sobą… ale czasami nam się udaje wychwycić ten moment na granicy.. kiedy lekko spóźniona rzeczywistość jeszcze nie zdała sobie sprawy z tego, co zaraz musi zrobić. wtedy mamy szansę podjąć walkę… o ile starczy nam odwagi.

ostatnio powoli przestaje wierzyć w szczerość. to chyba jedna z tych cech, które tracimy z biegiem lat. to dosyć zabawne – większość ludzi wymienia tą cechę jako jedną z najważniejszych i najbardziej poszukiwanych. dlaczego więc tak często odkrywam w ludziach brak tej, przecież jakże wszechobecnej, cechy? również w sobie…
wszystko jest fajnie, prosto i przyjemnie do momentu, w którym nie staniemy przed czymś trudnym. dopóki nasza wędrówka nie doprowadzi nas do miejsca, które będzie od nas wymagać więcej wysiłku niż dotychczas, a my przecież często jesteśmy leniwi i idziemy tą łatwiejszą drogą, co z tego, że ona tylko wydaje się być tą łatwiejszą, a czasami niesie o wiele więcej zagrożeń od tej, która z pozoru była trudniejszą… zawsze to my wybieramy… to ja wybieram, i czasami bez względu na intencje i zamiary, nie podoba mi się to, co wybieram… czasami…
a może to wszystko to tylko kwestia wiary w ludzi i w ich dobro? przecież gdybym nie wierzył, że ktoś potrafi być szczery, to wszystko wyglądało by inaczej, nigdy bym się nie zawiódł i wiedziałbym czego mogę się spodziewać… jedna z osób, które odpowiedziały mi na meila z pytaniem o moje wady, napisała właśnie o tym, że czasem za bardzo wierze w ludzi.. może coś w tym jednak jest…
(powyższy tekst nie dotyczy tzw. “białych kłamstw”)

strajk doprowadził do cytatów

Moje szare komórki niestety ostatnio strajkują. Pocieszam się faktem, że z każdym dniem jest ich coraz mniej, więc może w końcu wyginą liderzy i prowokatorzy, co spowoduje przerwanie strajku i włączy myślenie, co z kolei doprowadzi do powstania wielu wspaniałych, głębokich i przemyślanych wpisów:)

Tymczasem musicie się zadowolić paroma cytatami, które wypisałem z całkiem niedawno przeczytaj książki Paulo Coelho “Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005″.

[więcej] »

żółty uśmiechnięty słonecznik

Kupiłem sobie słonecznika!!! Taaaak…:) Jest bardzo ładny, żółty, uśmiechnięty i duży :> sięga powyżej pasa, taakiii wieeelkii ;) Podoba mi się to, że jak wstaje mogę na niego popatrzeć, bo stoi niedaleko. I dzień w ten sposób zaczyna się dużo przyjemniej. I w ciągu dnia gdy na niego spojrzę, zdaję sobie sprawę, że nie jest smutno, że jest lato, słońce i mnóstwo powodów, żeby się uśmiechnąć i być happym…
dobra, nie jestem w humorze do pisania takich optymistycznych bzdur, więc może po prostu jeszcze tylko kilka fotek i kończymy tą farsę…

słonecznik :)

jakiś tam sobie wniosek

Doszedłem chyba właśnie do wniosku, że pisanie bloga, przynajmniej w takiej formie, w jakiej chciałem go pisać, czyli mocno prywatnej, jest bez sensu. Najłatwiej i najuczciwiej piszę wtedy, gdy wiem, że przeczytam to tylko ja, że jest to jakby pamiątka pewnej chwili, którą chcę zatrzymać dla siebie w postaci kilku prosytch słów. Nie myślę wtedy o formie, ani tym bardziej treści tego, co piszę. Mogę napisać wszystko co myślę i czuję, nie przejmując się tym, że ktoś to przeczyta, że może to coś zmienić, że może kogoś skrzywidzić lub ucieszyć (chociaż tym ostatnim raczej mało bym się przejmował).
Tak to właśnie jest mniej więcej od jakiegoś czasu. Znowu mam za dużo czasu i za dużo myślę. Nigdy nie wychodziło mi to na zdrowie. A teraz truje i zabija mi moją kochaną wenę! Po prostu za dużo małych, nieważnych, zamglonych, nietematycznych myśli, które krążą tam, gdzie nie powinno ich w ogóle być, a których nie potrafię nawet opisać. Ot – taki mały mętlik w małym rozumku, żeby za długo nie było zbyt normalnie ani zbyt różowo (chociaż różowego, zwłaszcza w ubraniach, nie lubię).
Szukam drogi…

problemy

Miałem małe problemy techniczne. Po powrocie znad morza padł mi monitor, przez co blog wyglądał jak wyglądał przez ostatnie dni (miał tak wyglądać tylko przez pare, parenaście godzin). Teraz już będzie wszystko w porządku. Od dzisiaj mam nowy monitor, mam nadzieję, że będzie mi służył przez kilka lat nieprzerwanie. W najbliższych dniach powrócę do jakiegoś pisania na bloga, więc może będzie co przeczytać. Niestety nad morzem nic nie napisałem, bo nie miałem za bardzo czasu na to ;) Ale było fajnie bardzo. Tylko wolałbym inną osobę towarzyszącą, chociaż i z tą nie było tak źle:D
Do później łobaczki.





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.