Doszedłem chyba właśnie do wniosku, że pisanie bloga, przynajmniej w takiej formie, w jakiej chciałem go pisać, czyli mocno prywatnej, jest bez sensu. Najłatwiej i najuczciwiej piszę wtedy, gdy wiem, że przeczytam to tylko ja, że jest to jakby pamiątka pewnej chwili, którą chcę zatrzymać dla siebie w postaci kilku prosytch słów. Nie myślę wtedy o formie, ani tym bardziej treści tego, co piszę. Mogę napisać wszystko co myślę i czuję, nie przejmując się tym, że ktoś to przeczyta, że może to coś zmienić, że może kogoś skrzywidzić lub ucieszyć (chociaż tym ostatnim raczej mało bym się przejmował).
Tak to właśnie jest mniej więcej od jakiegoś czasu. Znowu mam za dużo czasu i za dużo myślę. Nigdy nie wychodziło mi to na zdrowie. A teraz truje i zabija mi moją kochaną wenę! Po prostu za dużo małych, nieważnych, zamglonych, nietematycznych myśli, które krążą tam, gdzie nie powinno ich w ogóle być, a których nie potrafię nawet opisać. Ot – taki mały mętlik w małym rozumku, żeby za długo nie było zbyt normalnie ani zbyt różowo (chociaż różowego, zwłaszcza w ubraniach, nie lubię).
Szukam drogi…

fou