idąc ulicą widziałem ją jak
siedziała wpatrzona w rozgwieżdżone niebo
chciała znaleźć cząstkę swojej smutnej połamanej duszy
zagubiona, samotna i zapomniana,
przez wszystkich i przez najbliższych
sama w wielkim mieście, w małym parku pośrodku niczego

nie wiedziała co robić ani dokąd pójść
bezradna i bezsilna jak ofiara
zaciśnięta w paszczy wielkiego drapieżnika
unieruchomiona przez własne lęki

chciała zniknąć, otulić się mrokiem nocy
nie widzieć
nie czuć
bo po co? przecież wystarczająco boli

czuła się obco, jakby tu w ogóle nie pasowała
nie ten świat, nie ta rzeczywistość
nie to miejsce, nie ten czas
jakby znalazła się tu przez przypadek

przestała wierzyć w miłość, jakby istniała
tylko ta, którą można kupić
albo ta, oparta na kłamstwie i zdradzie

nie widziała nic w teraźniejszości, ani tym bardziej przyszłości
pustka, jedynie niewielka nadzieja
nadzieja na… właściwie sama nie wiedziała na co.
może na lepsze jutro
ale jakie jutro? co to jest jutro?
brak sensu istnienia, brak celu, do którego chciałaby dążyć

przez łzy zobaczyła spadającą gwiazdę
to spadł jej brakujący kawałek duszy
wstała i wyruszyła w nową drogę

K