Była sobie żyrafa. Żyrafa jak to żyrafa. Dłuuuga.. na pięć metrów, dupa duża, ogon krótki, uszy jeszce krótsze, o móżdżku nie wspominając. (już prawie nie ma o czym wspominać). I żyła sobie taka żyrafa gdzieś tam z dala od ludzi. Ale że jadła dużo snickersów i słała smsów miliony, bo była z bogatej, szlacheckiej rodziny - wygrała! Tak! Żyrafa wygrała wycieczkę! Nie byle jaką. Do stolicy! Nie… Nie do Niu Jorku.. nie.. też nie do Londynu… Do Warszawy!!!
No i tu pojawił się pierwszy problem. Żyrafa całkiem spore zwierzę, ale baaardzo leniwe, więc na piechote nie pójdzie, a organizatorom szkoda na transport. Zwołano walnięte zebranie. I debatują. Jeden sekund, Dwie sekund… i tak do dziesięciu. Minęło już kilka lat (bo żyrafy inaczej trochę czas mierzą, w końcu małe móżdżki jeszcze nie poznały się na zegarkach w ciągu tych milionów lat eworewolucji). W końcu wymyślili… Żyrafa popłynie statkiem :) Tak też zrobiono….
[ Podróż statkiem to już inna historyjka, należy jedynie wspomnieć o bliskich spotkaniach stopnia piątego z Yeti, Osamą i Lepperem, a także chwilowe gdakanie z kaczorami, ale to może innych razem ;) ]
Wysiadając ze statku w porcie rzecznym Wisły Warszawy (do tej pory statek tam stoi - gruba Kaśka się nazywa i niewiadomo jak tam się dostał, ani tym bardziej jak go stamtąd zabrać) żyrafa się mocno zdymała. Tzn oczywiście zdumała. Wielkie rzeczy! Wykrzyczała przerażona i już chciała uciekać spowrotem, ale zamknięto jej drzwi przed kopytem. Nie miała innego wyjścia jak iść w głąb tej betonowej dżungli na trzęsących się nogach.
I szła i szła i szła… I nigdzie nie doszła, bo tylko jej się wydawało że szła. No, ale się w końcu ruszyła. Bo stwierdziła, że skoro już tu jest, to czemu by nie spróbować i nie zobaczyć czegoś nowego, a może nawet poderwać jakiegoś tubylca. I poszła…
Nie szukała daleko… zaraz pod mostem trafiła na Mietka Żula.
- Ja Żyrafa. Przyjechać z daleko. Ty mi pokazać co dobrego u was? - zagadnęła Żyrafa.
- Ja Ci pokazać? Nie. Ty wypić to i sama zobaczyć - odpowiedział Żul, podając brudną łapą butelkę Wina patykiem pisanego marki wino.
Żyrafa wzięła nieśmiało butelkę, wąchnęła, wzięła na język.. i ją z lekka odrzuciło.
- Tego się nie próbuje tylko łyka od razu - warknął Miecio.
Żyrafa się lekko wzdrygnęła, ale przechyliła śmiało butelczynę i do dna opróżniła.
- No.. będą z Ciebie ludzie, ale oddawaj i spadaj, bo mi jeszcze resztę wypijesz! - syknął Żul Miecio.
Żyrafa odeszła z wesołym uśmieszkiem na twarzy, lekko kiwając się na boki, bo do alkoholu nie przyzwyczajona i ją uderzyło lekko w robala pozycyjnego.
Pomyślała co tu robić dalej. Przypomniała sobie znienacka, że jej kiedyś mówili, że jak będzie na obczyźnie, to niech kupi książkę - przewodnik. Myśli myśli myśli nasza Żyrafa - skąd ja wezmę kasię na to? Myśli dalej…
Minęło parę dni i wymyśliła! Pójdzie do banku po kredyt!!
Poszła, z początku pani w okienku trochę zdziwiona, ale w końcu dostała Żyrafa kredyt na 5,90 PLN, żeby mogła sobie książkę - przewodnik kupić. (Niewiadomo dlaczego dostała ten kredyt, w końcu zwierzęteom nie przyznawano, ale może z obawy o brak klientów, bo Żyrafa wszystkich z placówki wypłoszyła i wyjść nie chciała, póki nie dostanie kredytu, a że jest pod ochroną przedmiotów ścisłych to zastzelić nie mogli).
Weszło zwierzę nasze bohaterskie do sklepu i widzi: książkę - przewodnik i Wino patykiem pisane marki Wino. Cena obu: 5,90 PLN. Podchodzi do lady: - Wino proszę!
Wychodzi Żyrafa ze sklepu… w ręku Wino.. ale zaraz, chwileczkę! coś jej spod ogona wystaję!! Tak!! To książka - przewodnik!! Prawie wypadła przed wyjściem. Na szczęście zwieracze nie puściły i Żyrafy nie złapali. Sprytne zwierzę umie sobie w brutalnym świecie poradzić!
Żyrafa poszła na wybrzeże posiedzieć. Usiadła na piaszczystej wiślanej plaży, zanurzyła swe brudne, zmęczone kopyta w wodzie i zaczęła czytać. Obejrzała obrazki i stwierdziła, że musi zobaczyć Zygmnuta na kolumnie, Syrenkę i przejechać się metrem. W takiej właśnie kolejności…
Z Zygmuntem poszło dość szybko, bo nie za bardzo był rozmowny, choć na wysokości w sam raz. Z syrenką poszło trochę gorzej, bo była bardzo groźnie wyglądająca i Żyrafa się troche bała podchodzić przez dłuższą chwilę, ale w końcu się przemogła. Nie chciało jej się jednak schylać za bardzo, więc i tak obejrzała ją tylko z daleka, to znaczy z wysoka.
Podróż do metra nie trwała długo. Ostatni przystanek zwiedzania. Krótka przejażdżka… Ale… Aleee… metro nie dla wielkoludów!! Ani zwierząt zbyt wysokich. Bramki się otworzyć nie chciały, sufit za nisko przywiesili. Na dodatek te schody! Dwa dni Żyrafa schodziła z tych ruchomych (w górę) na peron! Gdyby wiedziała, że to tak długo będzie trwało pojechałaby windą! (Chociaż sama nie wie, jakby się tam zmieściła, no ale zawsze może by się w kłębek jej udało zwinąć).
Jakoś się jej jednak udało i wróciła szczęśliwie do domu. Do dżungli przywiozła ze sobą kilka butelek Wina patykiem… Nikt nie wie skąd wzięła pieniądze, i czy w ogóle za nie zapłaciła, ale każdy był zadowolony i od tej pory co roku na święta cała rdzina zamawia parę butelek wytrawnego owocowego Winka made in Poland. :-)
kasia
Tuesday, 10th October 2006 :..: 15:45
Żyrafa….Kurcze było by wszystko ok. Wycieczka , zwiedzanie i te jej zakupy. Zastanawia mnie tylko fakt tego kredytu! Hmmmm…Cała sytuacja na pewno rozgrywała się w Polsce? Bo wiesz na niewielu rzeczach się znam.. Ale jedno wiem na pewno(prawie na pewno)Taka kwota w grę nie wchodzi. Toż to nawet na prowizje z kredytu mi nie wygląda…Tak sobie już od wczoraj myślę, który to bank był tak wspaniałomyślny i nic mi do głowy nie przychodzi. Jedyny pomysł, na jaki wpadłam to trochę głupi,(ale na czasie) Najbardziej prawdopodobna wersja według mnie brzmi tak: te pieniążki to jej wręczyli jako łapówka żeby się wyniosła i ludziom głowy nie zawracała…Albo żeby do konkurencji szła i tam zamieszanie robiła…Kurcze te żyrafy to potrafią!Kto by pomyślał? Ja na pewno nie!
;-)))
Wiadomość że zwierzętom kredytów się nie przyznaje jest niestety mylna.Znam osobiście przypadki baranów i osłów (nawet świnie) którzy bez problemu dostali kredyt,tyle że we gre wchodziły o wiele wieksze kwoty…
;-)))
Pozdrowienia dla żyrafy i jej całej rodziny :D
Urszula
Saturday, 28th October 2006 :..: 00:42
Śmieszny tekst o żyrafie…. Przypomniały mi się studenckie lata w Warszawie i moja najlepsza przyjaciółka, którą kolega z Syrii nazwał Żyrafą, ponieważ była bardzo wysoka i szczupła, a do tego miała długą szyję. Też lubiła wino, bawić się i grać na gitarze. Gdzieś się podziały tamte lata i pozostają tylko wspomnienia.
oszlomiony
Sunday, 9th March 2008 :..: 21:56
Ale ryje banie,a tobie to juz dawno porylo……. kochana zyrafo!! pozdrawiamy Macius z zespolem :P
Grupa AA bez alkoholu
Sunday, 9th March 2008 :..: 22:00
Polacy nawet z żyrafy potrafią zrobić alkoholika, wszystko sie zgadza z kwestią naszego słynnego powiedzenia Polak potrafi-żyrafa też.Rasumując całą tą opowieść dajcie numer do żyrafy bo nie mam z kim sie napić:)