Jestem kawałkiem układanki wszechświata, stworzonej przez Boga, układanej przez ludzi. Każdy jest mikroskopijną cząstką z pozoru nic nie znaczącą wobec ogromu całości. A jednak owa całość nie mogłaby funkcjonować bez takich drobinek i na odwrót – drobinki, czyli my, nie moglibyśmy żyć bez innych części puzli.

Czy to znaczy, że jestem niezbędny? Dopóki nie wykonam jakiegoś, być może z góry zapisanego, zadania? A co jeśli bym chciał zniknąć? Czasami wydaje mi się, że powinienem napisać podanie do międzygwiezdnej poczty z zażaleniem i prośbą o odszkodowanie z powodu uszczerbku na zdrowiu fizycznych i psychicznym spowodowanym długim pobytem w świecie, do którego nie pasuje. Nie ten kawałek puzli trafił nie w to miejsce lub, co gorsza, nie do tej układanki. Być może to zwykły głupi błąd kosmicznego listonosza, który dostarczył mnie na inną planętę niż zamierzona. Jaka by nie była tego przyczyna, nie podoba mi się to. To nie jest miejsce dla mnie. Czasami zupełnie tu nie pasuje. Można eksmisję prosić? Ewentualnie, może być także seksmisja…

I tak pewnie tu zostanę. Do końca. Mojego lub świata. Niewiadomo, który nastąpi wcześniej. Skoro i tak muszę tu siedzieć, to przydałoby się nauczyć tu życ. Dostosować się do sposobu życia niezrozumiałych tubylczych ludów. Jestem obcy. Między nami ściana. Kolorowa lub szara. Albo mieszana. A na niej czerwona róża. Z kolcami…

fou