Przeglądasz archiwum bloga wariatkowo » November, 2006.

czekając na pierwszy dzień życia

I znowu nic nie wiem.. Zupełnie, jakbym znalazł się w punkcie, w którym kiedyś już byłem. Tylko trochę starszy, niekoniecznie mądrzejszy. W innym otoczeniu, z innym nastrojem, i (oby) z innymi możliwymi kierunkami dalszej podróży.

Mam chyba ochotę coś z kimś skończyć.
Dla niej, dla siebie.
Mam chyba ochotę coś z kimś zacząć.
Dla siebie.

droga donikąd
jedyna możliwa,
najłatwiejsza
ale nie najpiękniejsza
ani najprzyjemniejsza…

bo czasami nie wiadomo gdzie pójść, co zrobić ani którą drogę wybrać. ale coś jednak trzeba zrobić. nie stać w miejscu. szukać swoich pragnień w rzeczywistości, a nie tylko marzeniach.
bo ma być dobrze.
pomimo tego, że czasem tak kurewsko boli, że nawet nie chce się wstać rano z łóżka. bo przecież nie ma po co. kolejny dzień, taki sam jak poprzedni.
pomimo tego, że ten niefizyczny ból jest niewiadomego pochodzenia i nie wiadomo co z nim zrobić ani jak zabić,
pomimo braku wiary w ludzi i ich szczerość,
pomimo tego, że nie widać nadziei na to, że coś zmieni.
ale się zmieni. na lepsze :)

leżę…

Leżę na ziemi i próbuję się podnieść. Kiedy tylko delikatnie unoszę ciało do góry, coś ciągnie mnie w dół. Gdybym tylko miał czego się chwycić. Może starczyłoby sił… I mógłbym się uśmiechnąć, a nie tylko głupio śmiać.

Podobno cele pomagają. Najbardziej te spisane na kartce. Trzeba zaplanować sobie życie i wyznaczyć to, co się chce zrobić, bo wtedy łatwiej jest osiągnąć to, co się zaplanowało. Tak mówią. Pewnie mają rację. Bo nie wiedząc, gdzie mam iść, nie idę nigdzie.

przed snem

Nudzi mi się. Zaraz pójdę spać. Z nudów. Bo mi się nudzi. Nie mam co robić. Ale wcale nie chcę mi się spać. Mam ochotę mam… ale w sumie prawie nie wiem na co. A tak poza tym to był całkiem miły dzień, który się dość późno zaczął, późno się kończy. Jest ogrooomna mgła. Prawie nic nie widać. Na mieście grasują zboczeńcy. Mnie dzisiaj zamknęli. I dobrze. Bo jeszcze bardziej niebezpiecznie by było… Czadu czadu.. To Warszawa. Moje miasto nocą, śmietniku, chciałbym żyć w mieście miłości… lalala. Stodoła! E! (e-stodoła ?) Wszystko się robi kurde wirtualne, i takie eeeeee. E-pieniądze, e-to, e-siamto, a może i e-siano. Na wsi było siano… ach.. co było to za sianko!, pachnące, kłujące i takie duuuużeeee:) Fajnie było. Dużo rzeczy było fajnych, ale jeszcze tyle fajniejszych przede mną, prawda?
Noooo… więc może spać już pora jest. Prawie czwarta. Coś ostatnio te dni się późno kończą, ale w sumie fajnie. Chociaż nie bardzo, bo mi się spać nie chce w ogóle. A to już niefajnie, jakbym miał wstawać rano.. tzn w środku nocy, ale na szczęście nie wstaje :] Niee… 9, 10.. to nie godziny do wstawania, wtedy się najlepiej śpi… Tylko trzeba wstać na siusiu często i potem już tylko spaaać… :D
Dobranoc:)

dziura czasoprzestrzenna w stolicy

W Warszawie, w okolicach metra zagnieździła się dziura. Wielka ogromna i pot z niej nie spływa. Czasoprzestrzenna. A groźnaaa…jak cholera… albo i dżuma! Nigdy takiej nie widziałem. Przenosi cię do innego wymiaru, z jasnego nagle do całkiem nowego… wymiaru ciemności i grozy, wymiaru nocnych najstraszliwszych koszmarów. Czujesz się totalnie zdezorientowany, jakbyś usnął, nie wiedział co się z tobą dzieje, nie wiesz co robić, gdzie iść, ani czy wolałbyś zjeść snickersa czy marsa, a może twixa, by zaliczyć podwójną przerwunię. Tak, jakby cię ominęło kawałek życia, przeszedł gdzieś obok, a ty nawet nie możesz go obejrzeć jako film przeszłości. Kawałek życia, którego nie dane było przeżyć razem ze światem.
Spotkałem ją dzisiaj. Zląkłem się bardzo, ale tylko przez chwilę. Nie dałem się zwieść jej czasom, wymiarom i próbom przekupstwa. Ja, potomek tego o tym samym imieniu, który przegrał cały swój majątek w karty. Rycerz śmiały herbu lenia totalnego namolnego. Pokonałem ją. Nie zwabiła mnie. Przeżyłem. Własnymi, gołymi rękami dałem jej w dziób i uszłem cało. Przez chwilę jakąś błąkałem się w jej otchłaniach ciemności, by nagle olśnić mnie coś musiało światłem jasnym, blondwłosym… ;]

A tak w skrócie… to: wsiadłem do metro – było widno, wysiadłem ze metro – było ciemno.
Dziękuję za uwagę.

wycinki moich myśli…

Poniżej do przeczytania znajdują się drobne wycinki z tego, co zapisywałem, a z czego nie powstało i nie powstanie nic dłuższego…

Był. Zgasł i został tylko popiół rozwiewany przez wiatr czasu.

Wszyscy mają mnie w dupie. Mam i ja.

Bezsensowny słowotok słów.

Cały świat stoi otworem. Tylko stoję przed drzwiami szukając klamki.

Nie-grzeczny?

Grzeczne dzieci już śpią. Ja nie śpię. Czy to znaczy, że jestem niegrzeczny ? :>

Bywałem niegrzeczny, ale ostatnio jestem aż za bardzo… Nie licząc mojej wrodzonej wredności, która się ujawnia w stosunku do co niektórych osób… A w ogóle to może ktoś ze mną pogada albo pójdzie na spacer? :)

To jest notka!

I to jaka, nie? :D
Zajefajnabista po prostu :)

Gronowe wiadomości znowu nie działają i nie mogę nic przeczytać ani napisać :(
Zacina mi się spacja, co powoduje chęć kupna nowej klawiatury, bo tej nie chce mi się czyścić.
Jest już troszkę późno,ale wcale nie chce mi się spać.
Wygrałem małą bitwę z thunderbirdem, ale jutro kolejne starcie.
Miałem zdebudogować program dla natura, żeby się dowiedzieć czemu nie działa, zainstalowałem nawet w tym celu visual studio 2005, ale pochłonęły mnie chyba inne sprawy, więc może oddam się temu pasjonującemu zajęciu jutro.
Znalazłem kilka naprawdę ciekawych stronek/blogów do poczytania, tylko kiedy ja znajdę na to czas?
Byłem w bibliotece (wczoraj) i mam trzy książki. Jedna o krainie snów:) Horror, ale po przeczytaniu 60 stron nie pamiętam, abym się bał.
Wygląda trochę jakbym wracał na właściwe tory, i mam wielką nadzieję, że się nie mylę.
Poza tym jest nawet ciepło.

I chyba tyle na razie…
Dobrej nocki Wam życzę !

kilka starych, wygrzebanych cytatów

The future was always so clear to me.
A straight path towards my goal.
I just never counted on there being any intersections.
I guess that’s what makes life more interesting.
Keeping yourself open, letting new people in,
changing your mind, not being afraid of the unexpected

* * *

The tough thing about following your heart
is what people forget to mention,
that sometimes your heart takes you to places you shouldn’t be,
places that are as scary as they are exciting
and as dangerous as they are alluring,
and sometimes your heart takes you to places
that can never lead to a happy ending.

* * *

And that’s not even the difficult part.
The difficult part is when you follow your heart,
you leave normal,
you go into the unknown.
And once you do, you can never go back.

* * *

There are days when everything seems wrong, when little things just irk you for no good reason. And then there are days like today when the whole world just sings to you from the minute you open your eyes in the morning, till the minute you shut them again at night, days when you actually enjoy cleaning the milk shake machine.

* * *

Have you ever had a moment when you’re with the one person in the world you want to be with and the wind is blowing through your hair and the song that just describes your entire soul happens to come on, and then the person that you want to be with happens to love the same song and suddenly you realize you’re listening to it together? And that no matter how crazy your life has gotten there’s this one moment… this perfect moment… where you could just say that no matter what happens, nothing can take this moment away from me… And then, something does.

Naprawdę stare i wygrzebane są trzy pierwsze cytaty. Dwa pozostałe również pochodzą z tego samego źródła, ale trafiłem na nie dzisiaj na jakiejś stronie internetowej, więc są niekoniecznie stare i wygrzebane ;)

parę ciekawostek z października

Oprócz paru (2-3 – chyba, że o kimś nie wiem) stałych czytelników, trafiają do mnie także przypadkowe, pojedyncze osoby. Poniżej przedstawiam, czego szukają:

  • wariatkowo
  • hi amy it`s mom by the time you see this i won`t be here anymore
  • “brak sensu istnienia” blog kasia
  • instrukcja pisania
  • róża czuła się obco
  • dziwny dzien
  • ksiazka”byc jak plynaca rzeka” sciagnac
  • what annoy you??
  • nuw ksiezyc
  • kaftan bezpieczeństwa
  • opis pogody

- -

Edit :
Dodam jeszcze parę fraz z wyszukiwarek z poprzednich miesięcy:

  • zespół muzyczny september
  • chwytaj dzień- bo przecież nikt się nie dowie- jaką nam przyszłość zgotują bogowie
  • czegoś mi brakuje
  • gdyby bo podarowal mi
  • oddział zamkniety marysin
  • pomarańcza brazylijska
  • uśmiechnięty słonecznik
  • wariatkowo cenna za miesiąc

krótkie podsumowanie dnia pierwszego listopada

Nie było tak źle.
Padał deszcz, grad, świeciło słońce i cholernie wiało. Całkiem zróżnicowana pogoda jak na jeden dzień, którego sporą część spędziłem podróżując po cmentarzach. W Warszawie tylko trzy… Ale jak już napisałem na początku, nie było tak źle. Mianowicie.. nie padało aż tak mocno i długo, więc nie musiałem posłać nikomu żadnej wiązanki, czego się obawiałem z powodu parasoli, do których stosunek mam raczej mocno negatywny (głównie dlatego, że stają się narzędziem zbrodni w niepowołanych ręcach grzybowskich i innych także). O parasolach jeszcze może kiedyś napiszę…
O samym dniu i zachowaniu ludzi nie będę pisał, bo pisałem już rok temu.. Dużo się nie zmieniło. Grzyby dalej nie urosły, jakoś ich nawet trochę mniej jakby i bardziej przyjaźne (ale to może tylko złudzenie optyczne wywołane zmiennymi warunkami atmosferycznymi). Autobusów ‘specjalnych’ dużo i mało zatłoczone, za co plus. Niestety komunikacja ‘normalna’ była dziś ‘świąteczna’, więc trochę postaliśmy na przystankach, a i w środku prawie jak w puszcze szprotek.
Coś jeszcze miałem napisać, ale nie pamiętam o czym, więc na razie musi starczyć. Jak mi się przypomni to dopiszę.





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.