Nie było tak źle.
Padał deszcz, grad, świeciło słońce i cholernie wiało. Całkiem zróżnicowana pogoda jak na jeden dzień, którego sporą część spędziłem podróżując po cmentarzach. W Warszawie tylko trzy… Ale jak już napisałem na początku, nie było tak źle. Mianowicie.. nie padało aż tak mocno i długo, więc nie musiałem posłać nikomu żadnej wiązanki, czego się obawiałem z powodu parasoli, do których stosunek mam raczej mocno negatywny (głównie dlatego, że stają się narzędziem zbrodni w niepowołanych ręcach grzybowskich i innych także). O parasolach jeszcze może kiedyś napiszę…
O samym dniu i zachowaniu ludzi nie będę pisał, bo pisałem już rok temu.. Dużo się nie zmieniło. Grzyby dalej nie urosły, jakoś ich nawet trochę mniej jakby i bardziej przyjaźne (ale to może tylko złudzenie optyczne wywołane zmiennymi warunkami atmosferycznymi). Autobusów ‘specjalnych’ dużo i mało zatłoczone, za co plus. Niestety komunikacja ‘normalna’ była dziś ‘świąteczna’, więc trochę postaliśmy na przystankach, a i w środku prawie jak w puszcze szprotek.
Coś jeszcze miałem napisać, ale nie pamiętam o czym, więc na razie musi starczyć. Jak mi się przypomni to dopiszę.

fou