Co jest na nie? Prawie wszystko… Na szczęście prawie robi wielką różnicą, więc nie jest tak źle. Ale nastrój mimo wszystko wspaniały nie jest, chociaż już lepszy niż jakieś półtorej godziny temu, kiedy wszedłem do domu po ponad dwugodzinnej podróży z pracy. No tak.. zapomniałem wspomnieć, że od poniedziałku pracuje. Na etacie. Kolejna rzecz na nie. Kolejna? Już piszę te pierwsze i drugie. Chodzi oczywiście o komunikację miejską i korki. No, ale po kolei (kolejność przypadkowa).

  1. Korki. Rozumiem, że to miasto, centrum i w ogóle godziny szczytu, ale żeby jechać ponad dwie godziny do domu? Tyle samo czasu się jedzie do Ostrołęki (ponad 100km) burakowozem, czyli PKSem ;) Godzina 17 nie jest chyba dobrą porą na powrót do domu – będzie trzeba coś wymyślić, żeby się tym nie denerwować.
  2. Komunikacja miejska. Pomijając fakt, że jeździ jak jeździ; że nie jest super nowoczesna, a w pseudo klimatyzowanych autobusach nie można otworzyć okien, żeby mieć czym oddychać; że porusza się czasem w tempie co najwyżej żółwim lub larwalnym i zatrzymuje się w miejscach, w których niekoniecznie chcemy wysiadać…, to chyba najgorsze jest często towarzystwo w jakim się jedzie i brak, wspomnianego już powyżej świeżego powietrza :/
  3. Etat. Tak sobie myślę, że etat to chyba nie ta droga, którą chciałbym iść. Po pierwsze nie lubię rano wstawać i wolę zdecydowanie pracować wieczorem i w nocy, a potem długo spać. To znaczy, nie tyle długo, co nie musieć wstawać w środku nocy (czyli przed godziną 9). Inną kwestią jest to, że pracuję dla kogoś, wypracowując komuś spore zyski, podczas gdy sam mam z tego niewielki procent. Po co pracować dla kogoś, jak to ktoś może pracować dla mnie lub ewentualnie mogę pracować sam dla siebie? Pracując na etacie, ma się również mało czasu dla siebie, tego, co się lubi robić i przede wszystkim osób, które się kocha. Dlatego też postanowiłem sobie, żeby pomyśleć o tym, w jaki sposób zdobyć pasywny dochód :) Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Oczywiście własna firma, to również więcej obowiązków, więcej stresów (tego akurat nie jestem pewien ;)) i w ogóle na początku sporo więcej pracy, ale wydaje mi się, że się opłaca… Pokombinuje (lub pokombinujemy), a może się uda ;>

I tym optymistycznym akcentem na dzisiaj koniec moich narzekań. Do zobaczenia w następnej notce.