brak…

Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby,
kiedy będziesz siedział obok niej i
będziesz wiedział że ona nigdy nie będzie Twoja.

Q-DC

Joey: So what is the best ending in all of literature? Don’t say Ulysses. Everyone says Ulysses.
Professor David Wilder: That’s easy. Sentimental education by Flaubert.
Joey: And what happens?
Professor David Wilder: Nothing, really. Just two old friends sitting around remembering the best thing that never happened to them.
Joey: How do you remember something that never happened?
Professor David Wilder: Fondly. You see, Flaubert believed that anticipation was the purest form of pleasure… and the most reliable. And that while the things that actually happen to you would invariable disappoint, the things that never happened to you would never dim. Never fade. They would always be engraved in your heart with a sort of sweet sadness.

notka

Miałem coś dzisiaj napisać, bo zauważyłem, nie wiem czemu jakąś większą liczbę odsłon. Zacząłem pisać i… po chwili skończyłem. Nie wyszło nic ciekawego, co byłoby warte zamieszczenia… chociaż podobno dobrze się wychylać i nie warto myśleć, że się nie ma z czym… to ja jednak tak myślę… a przynajmniej nie umiem niczego ubrać w słowa. Cóż, takie czasy… może wiosna coś zmieni.. Razem z wiosną przychodzi nadzieja, a nadzieja ważna jest… I tak się też zastanawiam czy w końcu skończę pisać notkę, którą zacząłem jeszcze w zeszłym roku… ;) kiedyś na pewno…

wiosna?

Wypatruję wiosny już od dłuższego czasu. Po prostu mam dość. Dość zimy, dość śniegu i tego, że mi ciągle zimno siedząc w domu. Chcę móc iść w końcu połazić wieczorem po mieście i posiedzieć na ławce, nie martwiąc się o skostniałe ręce i o to, że jest ogólnie zimno. Wkurwia mnie ta zima i mam jej już dość. Naprawdę. I jeszcze jej się padać dzisiaj zachciało. Jakby nie mogła zostawić mnie w spokoju i przyjść na chwilę za rok.

umierająco chory wariat

moje plany na wieczór:

za jakąś chwilę pójdę spać, potem odpiszę na meila, potem będę dalej spał, w między czasie wypije kawę, albo dwie, zjem parę prochów, wypije syropek, zjem pół czekolady, albo więcej, a potem jeszcze parę cukierków :]

a w ogóle jestem dzisiaj monotematyczny:)

“chyba”

Pusto tu i cicho ostatnio, więc ‘napiszę’ parę słów w postaci piosenki, która ostatnio bardzo mi się podoba ;>

Podaruj mi coś czego nie
Zdobędę sama
A wtedy ja szepnę Ci
Możesz mnie dotknąć

Może pozwolę Ci byś ze mną budził się
Może powiem Ci jakie lubię wino
Może pozwole Ci zapalić świeczkę
Gdy w pewną zimową noc
Zgaśnie światło

Hey “Chyba”

przeżyłem to nie raz…

Od niedawna jestem testerem nowego, czwartego operatora komórkowego ;) Dostałem telefon i mogę za darmo sobie korzystać, najlepiej z treści multimedialnych. No i w ogóle mają jakąś tam stronę swoją itp. Są tam też blogi no i troszkę tam piszę, więc w sumie jakby ktoś chciał to zapraszam na tego innego bloga ;)

Oprócz tego zostałem także konsultantką Avonu. Dokładnie – konsultantką, a nie konsultantem. Tak przynajmniej mam napisane w papierach, co mnie trochę dziwi. Taka lekka dyskryminacja w drugą stronę, ale co tam… całkiem ciekawa zabawa ;)

No to na koniec przejdę do tego, co chciałem w sumie napisać…

Choć już nie raz coś takiego przeżyłem, to cały czas mnie to dziwi… jak bardzo jedni ludzie wpływają na nastrój i samopoczucie innych. Czasami nieświadomie. I w ciągu trzech sekund z super dobrego, pozytywnego nastroju można poczuć się zajebiście smutnym i wkurwionym. Albo na odwrót. Lepiej w tą drugą stronę :)

próba poznania

patrzę…
by zobaczyć Twoje wnętrze
poznać to, co jest ukryte
zaprzyjaźnić się z Twoimi
najskrytszymi myślami i uczuciami
by wiedzieć
kiedy się uśmiechasz,
a kiedy płaczesz…

jak posmakować swoich marzeń ?

Trochę się ostatnio zaniedbałem. Ale wcale nie mam zamiaru obiecywać poprawy. Początek tego roku przyniósł ze sobą coś niespodziewanego i zaskakującego, ale bardzo miłego. I może dlatego nie chcę mi się nic pisać… Troszeczkę wszystko wkoło się zmieniło, idzie do przodu i to chyba nawet w dobrym kierunku. Ale ale… nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej…To, że nic nie piszę, nie oznacza wcale, że nie czytam. Dość regularnie czytam blog Alexa i ostatnio, to znaczy dzisiaj, trafiłem na ciekawy post mówiący o ‘smakowaniu swoich marzeń’. Czytając, pomyślałem, że wielu osobom przydałaby się taka parodniowa kuracja związana z realizacją swoich marzeń i pragnień. Mi również. Bo przecież często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, czego tak naprawdę pragniemy w głębi duszy.

Alex pisze między innymi, “że tak naprawdę odczuwalną jakość naszego życia determinuje jakość naszych doznań i uczuć ?tu i teraz?” – mogę się pod tym podpisać obiema ręcami ;) Ostatnio przekonuje się o tym bardzo często…

Zastanawiam się tylko w jaki sposób można przeprowadzić taki eksperyment intensywnego próbowania życia. Tak bez niczyjej pomocy, we własnym zakresie… Chciałbym coś takiego zrobić jednak chyba nie potrafię. I choć generalnie wydaje mi się, że staram się żyć zgodnie ze swoimi marzeniami i pragnieniami to jednocześnie wiem, że jest to tylko namiastka tego, co naprawdę chciałbym, aby było.
Wielokrotnie zastanawiałem się nad przyczyną mojej bierności w wielu dziedzinach. Wiem, że często brakuje mi odwagi. Sił. Motywacji. Wiem, że coś mnie blokuje… i mam nadzieję, że w pewnym momencie to się zmieni, że uda mi się złamać tą blokadę (o ile jest ona tym, o czym myślę)… mam takie plany… Co prawda nie wiem, czy wszystko się uda tak, jakbym chciał, ale jak się postaram to tak będzie. Wszystko zależy ode mnie… no… prawie… ;)

Nawiązując jeszcze do słów Alexa dotyczących nieświadomości i nakłania przez środowisko do podejmowania decyzji, które nie zawsze muszą być dla nas korzystne… Ja bym stamtąd wyrzucił tryb przypuszczający. To prawda – są ludzie, którym ktoś pokazał, lub sami to odkryli, że naprawdę można żyć pełną piersią będąc naprawdę szczęśliwym i czerpać z życia całymi garściami uśmiech i dobrą energię. Wydaje mi się jednak, że większość ludzi niczego nie szuka, przyjmując różne wzorce, wartości oraz zachowania grupy i środowiska w jakim się wychowują i żyją, tłumiąc tym samym swoje wnętrze.

Ah.. jakbyśmy mogli być dziećmi – one wiedzą czego chcą i są po prostu sobą. Nie boją się marzyć, ani pragnąć rzeczy, które dorośli uważają za nierealne, a które dla nich są na wyciągnięcie ręki :) I oby każdy miał odrobinę dziecka w sobie bez względu na wiek…

BTW: Mógłby mnie ktoś kopnąć w cztery litery żebym otworzył oczy i siebie i nabrał trochę rozpędu ? :)

coś się zaczęło nowego

I skończył się 2006 rok. Jakby trochę w przestoju, a jednak parę dość ważnych rzeczy się wydarzyło. Pewien etap się skończył, inny się pewnie właśnie kończy… Jak to w życiu podobno – wszystko się zmienia, nic nie stoi w miejscu. Jedni się pojawili, inni odeszli lub odchodzą… Jedni byli powodem smutku, by inni mogli wywołać uśmiech na twarzy. Ale to już było i stało się historią.
Przede mną nowy rozdział – obym go umiał dobrze napisać…

I zaczął się kolejny, Nowy Rok. I oby był lepszy od minionego. Szczęśliwy, ze spełnionymi marzeniami…

Wariatów hymn na rok 2007 ;)

Wszystkim, którzy tu zaglądają, a komu nie złożyłem jeszcze noworocznych życzeń – życzę, by ten rok był rokiem prawdziwie szczęśliwym :)

… the truth

is out there…





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.