przed snem

Nudzi mi się. Zaraz pójdę spać. Z nudów. Bo mi się nudzi. Nie mam co robić. Ale wcale nie chcę mi się spać. Mam ochotę mam… ale w sumie prawie nie wiem na co. A tak poza tym to był całkiem miły dzień, który się dość późno zaczął, późno się kończy. Jest ogrooomna mgła. Prawie nic nie widać. Na mieście grasują zboczeńcy. Mnie dzisiaj zamknęli. I dobrze. Bo jeszcze bardziej niebezpiecznie by było… Czadu czadu.. To Warszawa. Moje miasto nocą, śmietniku, chciałbym żyć w mieście miłości… lalala. Stodoła! E! (e-stodoła ?) Wszystko się robi kurde wirtualne, i takie eeeeee. E-pieniądze, e-to, e-siamto, a może i e-siano. Na wsi było siano… ach.. co było to za sianko!, pachnące, kłujące i takie duuuużeeee:) Fajnie było. Dużo rzeczy było fajnych, ale jeszcze tyle fajniejszych przede mną, prawda?
Noooo… więc może spać już pora jest. Prawie czwarta. Coś ostatnio te dni się późno kończą, ale w sumie fajnie. Chociaż nie bardzo, bo mi się spać nie chce w ogóle. A to już niefajnie, jakbym miał wstawać rano.. tzn w środku nocy, ale na szczęście nie wstaje :] Niee… 9, 10.. to nie godziny do wstawania, wtedy się najlepiej śpi… Tylko trzeba wstać na siusiu często i potem już tylko spaaać… :D
Dobranoc:)

dziura czasoprzestrzenna w stolicy

W Warszawie, w okolicach metra zagnieździła się dziura. Wielka ogromna i pot z niej nie spływa. Czasoprzestrzenna. A groźnaaa…jak cholera… albo i dżuma! Nigdy takiej nie widziałem. Przenosi cię do innego wymiaru, z jasnego nagle do całkiem nowego… wymiaru ciemności i grozy, wymiaru nocnych najstraszliwszych koszmarów. Czujesz się totalnie zdezorientowany, jakbyś usnął, nie wiedział co się z tobą dzieje, nie wiesz co robić, gdzie iść, ani czy wolałbyś zjeść snickersa czy marsa, a może twixa, by zaliczyć podwójną przerwunię. Tak, jakby cię ominęło kawałek życia, przeszedł gdzieś obok, a ty nawet nie możesz go obejrzeć jako film przeszłości. Kawałek życia, którego nie dane było przeżyć razem ze światem.
Spotkałem ją dzisiaj. Zląkłem się bardzo, ale tylko przez chwilę. Nie dałem się zwieść jej czasom, wymiarom i próbom przekupstwa. Ja, potomek tego o tym samym imieniu, który przegrał cały swój majątek w karty. Rycerz śmiały herbu lenia totalnego namolnego. Pokonałem ją. Nie zwabiła mnie. Przeżyłem. Własnymi, gołymi rękami dałem jej w dziób i uszłem cało. Przez chwilę jakąś błąkałem się w jej otchłaniach ciemności, by nagle olśnić mnie coś musiało światłem jasnym, blondwłosym… ;]

A tak w skrócie… to: wsiadłem do metro – było widno, wysiadłem ze metro – było ciemno.
Dziękuję za uwagę.

wycinki moich myśli…

Poniżej do przeczytania znajdują się drobne wycinki z tego, co zapisywałem, a z czego nie powstało i nie powstanie nic dłuższego…

Był. Zgasł i został tylko popiół rozwiewany przez wiatr czasu.

Wszyscy mają mnie w dupie. Mam i ja.

Bezsensowny słowotok słów.

Cały świat stoi otworem. Tylko stoję przed drzwiami szukając klamki.

Nie-grzeczny?

Grzeczne dzieci już śpią. Ja nie śpię. Czy to znaczy, że jestem niegrzeczny ? :>

Bywałem niegrzeczny, ale ostatnio jestem aż za bardzo… Nie licząc mojej wrodzonej wredności, która się ujawnia w stosunku do co niektórych osób… A w ogóle to może ktoś ze mną pogada albo pójdzie na spacer? :)

To jest notka!

I to jaka, nie? :D
Zajefajnabista po prostu :)

Gronowe wiadomości znowu nie działają i nie mogę nic przeczytać ani napisać :(
Zacina mi się spacja, co powoduje chęć kupna nowej klawiatury, bo tej nie chce mi się czyścić.
Jest już troszkę późno,ale wcale nie chce mi się spać.
Wygrałem małą bitwę z thunderbirdem, ale jutro kolejne starcie.
Miałem zdebudogować program dla natura, żeby się dowiedzieć czemu nie działa, zainstalowałem nawet w tym celu visual studio 2005, ale pochłonęły mnie chyba inne sprawy, więc może oddam się temu pasjonującemu zajęciu jutro.
Znalazłem kilka naprawdę ciekawych stronek/blogów do poczytania, tylko kiedy ja znajdę na to czas?
Byłem w bibliotece (wczoraj) i mam trzy książki. Jedna o krainie snów:) Horror, ale po przeczytaniu 60 stron nie pamiętam, abym się bał.
Wygląda trochę jakbym wracał na właściwe tory, i mam wielką nadzieję, że się nie mylę.
Poza tym jest nawet ciepło.

I chyba tyle na razie…
Dobrej nocki Wam życzę !

kilka starych, wygrzebanych cytatów

The future was always so clear to me.
A straight path towards my goal.
I just never counted on there being any intersections.
I guess that’s what makes life more interesting.
Keeping yourself open, letting new people in,
changing your mind, not being afraid of the unexpected

* * *

The tough thing about following your heart
is what people forget to mention,
that sometimes your heart takes you to places you shouldn’t be,
places that are as scary as they are exciting
and as dangerous as they are alluring,
and sometimes your heart takes you to places
that can never lead to a happy ending.

* * *

And that’s not even the difficult part.
The difficult part is when you follow your heart,
you leave normal,
you go into the unknown.
And once you do, you can never go back.

* * *

There are days when everything seems wrong, when little things just irk you for no good reason. And then there are days like today when the whole world just sings to you from the minute you open your eyes in the morning, till the minute you shut them again at night, days when you actually enjoy cleaning the milk shake machine.

* * *

Have you ever had a moment when you’re with the one person in the world you want to be with and the wind is blowing through your hair and the song that just describes your entire soul happens to come on, and then the person that you want to be with happens to love the same song and suddenly you realize you’re listening to it together? And that no matter how crazy your life has gotten there’s this one moment… this perfect moment… where you could just say that no matter what happens, nothing can take this moment away from me… And then, something does.

Naprawdę stare i wygrzebane są trzy pierwsze cytaty. Dwa pozostałe również pochodzą z tego samego źródła, ale trafiłem na nie dzisiaj na jakiejś stronie internetowej, więc są niekoniecznie stare i wygrzebane ;)

parę ciekawostek z października

Oprócz paru (2-3 – chyba, że o kimś nie wiem) stałych czytelników, trafiają do mnie także przypadkowe, pojedyncze osoby. Poniżej przedstawiam, czego szukają:

  • wariatkowo
  • hi amy it`s mom by the time you see this i won`t be here anymore
  • “brak sensu istnienia” blog kasia
  • instrukcja pisania
  • róża czuła się obco
  • dziwny dzien
  • ksiazka”byc jak plynaca rzeka” sciagnac
  • what annoy you??
  • nuw ksiezyc
  • kaftan bezpieczeństwa
  • opis pogody

- -

Edit :
Dodam jeszcze parę fraz z wyszukiwarek z poprzednich miesięcy:

  • zespół muzyczny september
  • chwytaj dzień- bo przecież nikt się nie dowie- jaką nam przyszłość zgotują bogowie
  • czegoś mi brakuje
  • gdyby bo podarowal mi
  • oddział zamkniety marysin
  • pomarańcza brazylijska
  • uśmiechnięty słonecznik
  • wariatkowo cenna za miesiąc

krótkie podsumowanie dnia pierwszego listopada

Nie było tak źle.
Padał deszcz, grad, świeciło słońce i cholernie wiało. Całkiem zróżnicowana pogoda jak na jeden dzień, którego sporą część spędziłem podróżując po cmentarzach. W Warszawie tylko trzy… Ale jak już napisałem na początku, nie było tak źle. Mianowicie.. nie padało aż tak mocno i długo, więc nie musiałem posłać nikomu żadnej wiązanki, czego się obawiałem z powodu parasoli, do których stosunek mam raczej mocno negatywny (głównie dlatego, że stają się narzędziem zbrodni w niepowołanych ręcach grzybowskich i innych także). O parasolach jeszcze może kiedyś napiszę…
O samym dniu i zachowaniu ludzi nie będę pisał, bo pisałem już rok temu.. Dużo się nie zmieniło. Grzyby dalej nie urosły, jakoś ich nawet trochę mniej jakby i bardziej przyjaźne (ale to może tylko złudzenie optyczne wywołane zmiennymi warunkami atmosferycznymi). Autobusów ‘specjalnych’ dużo i mało zatłoczone, za co plus. Niestety komunikacja ‘normalna’ była dziś ‘świąteczna’, więc trochę postaliśmy na przystankach, a i w środku prawie jak w puszcze szprotek.
Coś jeszcze miałem napisać, ale nie pamiętam o czym, więc na razie musi starczyć. Jak mi się przypomni to dopiszę.

cząsteczka

Jestem kawałkiem układanki wszechświata, stworzonej przez Boga, układanej przez ludzi. Każdy jest mikroskopijną cząstką z pozoru nic nie znaczącą wobec ogromu całości. A jednak owa całość nie mogłaby funkcjonować bez takich drobinek i na odwrót – drobinki, czyli my, nie moglibyśmy żyć bez innych części puzli.

Czy to znaczy, że jestem niezbędny? Dopóki nie wykonam jakiegoś, być może z góry zapisanego, zadania? A co jeśli bym chciał zniknąć? Czasami wydaje mi się, że powinienem napisać podanie do międzygwiezdnej poczty z zażaleniem i prośbą o odszkodowanie z powodu uszczerbku na zdrowiu fizycznych i psychicznym spowodowanym długim pobytem w świecie, do którego nie pasuje. Nie ten kawałek puzli trafił nie w to miejsce lub, co gorsza, nie do tej układanki. Być może to zwykły głupi błąd kosmicznego listonosza, który dostarczył mnie na inną planętę niż zamierzona. Jaka by nie była tego przyczyna, nie podoba mi się to. To nie jest miejsce dla mnie. Czasami zupełnie tu nie pasuje. Można eksmisję prosić? Ewentualnie, może być także seksmisja…

I tak pewnie tu zostanę. Do końca. Mojego lub świata. Niewiadomo, który nastąpi wcześniej. Skoro i tak muszę tu siedzieć, to przydałoby się nauczyć tu życ. Dostosować się do sposobu życia niezrozumiałych tubylczych ludów. Jestem obcy. Między nami ściana. Kolorowa lub szara. Albo mieszana. A na niej czerwona róża. Z kolcami…

Żyrafa w metrze.

Była sobie żyrafa. Żyrafa jak to żyrafa. Dłuuuga.. na pięć metrów, dupa duża, ogon krótki, uszy jeszce krótsze, o móżdżku nie wspominając. (już prawie nie ma o czym wspominać). I żyła sobie taka żyrafa gdzieś tam z dala od ludzi. Ale że jadła dużo snickersów i słała smsów miliony, bo była z bogatej, szlacheckiej rodziny – wygrała! Tak! Żyrafa wygrała wycieczkę! Nie byle jaką. Do stolicy! Nie… Nie do Niu Jorku.. nie.. też nie do Londynu… Do Warszawy!!!

No i tu pojawił się pierwszy problem. Żyrafa całkiem spore zwierzę, ale baaardzo leniwe, więc na piechote nie pójdzie, a organizatorom szkoda na transport. Zwołano walnięte zebranie. I debatują. Jeden sekund, Dwie sekund… i tak do dziesięciu. Minęło już kilka lat (bo żyrafy inaczej trochę czas mierzą, w końcu małe móżdżki jeszcze nie poznały się na zegarkach w ciągu tych milionów lat eworewolucji). W końcu wymyślili… Żyrafa popłynie statkiem :) Tak też zrobiono….

[ Podróż statkiem to już inna historyjka, należy jedynie wspomnieć o bliskich spotkaniach stopnia piątego z Yeti, Osamą i Lepperem, a także chwilowe gdakanie z kaczorami, ale to może innych razem ;) ]

Wysiadając ze statku w porcie rzecznym Wisły Warszawy (do tej pory statek tam stoi – gruba Kaśka się nazywa i niewiadomo jak tam się dostał, ani tym bardziej jak go stamtąd zabrać) żyrafa się mocno zdymała. Tzn oczywiście zdumała. Wielkie rzeczy! Wykrzyczała przerażona i już chciała uciekać spowrotem, ale zamknięto jej drzwi przed kopytem. Nie miała innego wyjścia jak iść w głąb tej betonowej dżungli na trzęsących się nogach.

I szła i szła i szła… I nigdzie nie doszła, bo tylko jej się wydawało że szła. No, ale się w końcu ruszyła. Bo stwierdziła, że skoro już tu jest, to czemu by nie spróbować i nie zobaczyć czegoś nowego, a może nawet poderwać jakiegoś tubylca. I poszła…

Nie szukała daleko… zaraz pod mostem trafiła na Mietka Żula.
- Ja Żyrafa. Przyjechać z daleko. Ty mi pokazać co dobrego u was? – zagadnęła Żyrafa.
- Ja Ci pokazać? Nie. Ty wypić to i sama zobaczyć – odpowiedział Żul, podając brudną łapą butelkę Wina patykiem pisanego marki wino.
Żyrafa wzięła nieśmiało butelkę, wąchnęła, wzięła na język.. i ją z lekka odrzuciło.
- Tego się nie próbuje tylko łyka od razu – warknął Miecio.
Żyrafa się lekko wzdrygnęła, ale przechyliła śmiało butelczynę i do dna opróżniła.
- No.. będą z Ciebie ludzie, ale oddawaj i spadaj, bo mi jeszcze resztę wypijesz! – syknął Żul Miecio.
Żyrafa odeszła z wesołym uśmieszkiem na twarzy, lekko kiwając się na boki, bo do alkoholu nie przyzwyczajona i ją uderzyło lekko w robala pozycyjnego.

Pomyślała co tu robić dalej. Przypomniała sobie znienacka, że jej kiedyś mówili, że jak będzie na obczyźnie, to niech kupi książkę – przewodnik. Myśli myśli myśli nasza Żyrafa – skąd ja wezmę kasię na to? Myśli dalej…
Minęło parę dni i wymyśliła! Pójdzie do banku po kredyt!!
Poszła, z początku pani w okienku trochę zdziwiona, ale w końcu dostała Żyrafa kredyt na 5,90 PLN, żeby mogła sobie książkę – przewodnik kupić. (Niewiadomo dlaczego dostała ten kredyt, w końcu zwierzęteom nie przyznawano, ale może z obawy o brak klientów, bo Żyrafa wszystkich z placówki wypłoszyła i wyjść nie chciała, póki nie dostanie kredytu, a że jest pod ochroną przedmiotów ścisłych to zastzelić nie mogli).

Weszło zwierzę nasze bohaterskie do sklepu i widzi: książkę – przewodnik i Wino patykiem pisane marki Wino. Cena obu: 5,90 PLN. Podchodzi do lady: – Wino proszę!

Wychodzi Żyrafa ze sklepu… w ręku Wino.. ale zaraz, chwileczkę! coś jej spod ogona wystaję!! Tak!! To książka – przewodnik!! Prawie wypadła przed wyjściem. Na szczęście zwieracze nie puściły i Żyrafy nie złapali. Sprytne zwierzę umie sobie w brutalnym świecie poradzić!

Żyrafa poszła na wybrzeże posiedzieć. Usiadła na piaszczystej wiślanej plaży, zanurzyła swe brudne, zmęczone kopyta w wodzie i zaczęła czytać. Obejrzała obrazki i stwierdziła, że musi zobaczyć Zygmnuta na kolumnie, Syrenkę i przejechać się metrem. W takiej właśnie kolejności…

Z Zygmuntem poszło dość szybko, bo nie za bardzo był rozmowny, choć na wysokości w sam raz. Z syrenką poszło trochę gorzej, bo była bardzo groźnie wyglądająca i Żyrafa się troche bała podchodzić przez dłuższą chwilę, ale w końcu się przemogła. Nie chciało jej się jednak schylać za bardzo, więc i tak obejrzała ją tylko z daleka, to znaczy z wysoka.

Podróż do metra nie trwała długo. Ostatni przystanek zwiedzania. Krótka przejażdżka… Ale… Aleee… metro nie dla wielkoludów!! Ani zwierząt zbyt wysokich. Bramki się otworzyć nie chciały, sufit za nisko przywiesili. Na dodatek te schody! Dwa dni Żyrafa schodziła z tych ruchomych (w górę) na peron! Gdyby wiedziała, że to tak długo będzie trwało pojechałaby windą! (Chociaż sama nie wie, jakby się tam zmieściła, no ale zawsze może by się w kłębek jej udało zwinąć).

Jakoś się jej jednak udało i wróciła szczęśliwie do domu. Do dżungli przywiozła ze sobą kilka butelek Wina patykiem… Nikt nie wie skąd wzięła pieniądze, i czy w ogóle za nie zapłaciła, ale każdy był zadowolony i od tej pory co roku na święta cała rdzina zamawia parę butelek wytrawnego owocowego Winka made in Poland. :-)

dzień

Dzisiaj mamy dzień. Dzień jak codzień jest. Dzień. Niedługo noc. Krótki ten dzień. A noc jeszcze krótsza. Księżyc gdzieś odbija światło słońca. Słońce sobie gdzieś tam świeci. Tylko już nie widać. Dzisiaj jest dzień. Dzisiaj było równanie: BSD + g++ = fou “programuje”. Dzień ten się już kończy powoli. Niedługo się skończy i będzie noc. I Krzyś będzie spał.
Dobranoc.





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.