a miało być tak fajnie…

a jednak nie było. już naprawdę dawno nie czułem się tak wkurzony, smutny i samotny jednocześnie. to dosyć zabawne jak szybko zostało zburzone coś, co sobie chciałem zbudować. a może po prostu to było tylko złudzenie budowania czegokolwiek, może tak naprawdę nie mogę budować, skoro nie zburzyłem do końca – tylko jak to zrobić?… może prawda teraz wyszła na wierzch. wiem, powinienem dać sobie spokój, jak i z paroma innymi ‘rzeczami’… zrobię to w końcu, staram się cały czas, ale jeszcze nie teraz, nie w tej chwili, nie już. na razie nie umiem, chociaż chce.

chciałbym móc nazywać siebie optymistą. czy optymista może być smutny? skoro nie ma w jego słowniku ‘porażka’ to może też nie może być smutnym, bo świat jest wspaniały i ma same dobre rzeczy, a te, które są złe też mają swoje dobre strony. dopiero się uczę, więc jeszcze nie wiem i dlatego pytam. może mi ktoś odpowie.

krótko nie na temat

No i stało się to, na co czekałem i czego chciałem. Mam mało czasu. Podoba mi się? Tak, na pewno ma swoje plusy, ale również i minusy. Zacząłem praktyki, które są w sumie fajne z całkiem miłym opiekunem praktyk ;-) No i się może w końcu naucze jakiegoś systemu unixowego, ale to się jeszcze okaże… Poza tym o dziwo ciągle mam coś do zrobienia. I w ogóle mało czasu. Ale na razie nie narzekam. Eee.. pisać mi się nie chce. Może następnym razem…
W każdym razie żyje, uśmiecham się i mam się dobrze :]

speech

Hi, Amy, it’s mom. Well, by the time you see this, I won’t be here anymore, and I know how much that sucks, for both of us. So seeing as how I won’t be around to thoroughly annoy you, I thought I would give you a little list of the things that I wish for you. Well, there’s the obvious. An education. Family. Friends. And a life that is full of the unexpected. Be sure to make mistakes. Make a lot of them, because there’s no better way to learn and to grow, all right? And, um, I want you to spend a lot of time at the ocean, because the ocean forces you to dream, and I insist that you, my girl, be a dreamer. God. I’ve never really believed in god. In fact, I’ve spent a lot of time and energy trying to disprove that god exists. But I hope that you are able to believe in god, because the thing that I’ve come to realize, sweetheart… is that it just doesn’t matter if god exists or not. The important thing is for you to believe in something, because I promise you that that belief will keep you warm at night, and I want you to feel safe always. And then there’s love. I want you to love to the tips of your fingers, and when you find that love, wherever you find it, whoever you choose, don’t run away from it. But you don’t have to chase after it either. You just be patient, and it’ll come to you, I promise, and when you least expect it, like you, like spending the best year of my life with the sweetest and the smartest and the most beautiful baby girl in the world. You don’t be afraid, sweetheart. And remember, to love is to live.

22

Stało się. Minął kolejny rok życia. Czy już mogę czuć się staro? ;) Nie… jeszcze poczekam trochę, w końcu i tak jesteście starsi ode mnie, więc nie mam się co spieszyć. Nie będę też z okazji urodzin (które tak właściwie były wczoraj, bo już sporo minut po północy, ale dla mnie dzień nie kończy się o godzinie zero, więc poudawajmy, że jest jeszcze siedemnasty dzień miesiąca września) robił żadnego podsumowania, statystyk, ani innych rozliczeń z mijającym rokiem, bo mi się nie chce (choć nie tylko o lenistwo tu chodzi). Zrobię coś takiego za rok, będę miał więcej do napisania i wyniki wyjdą bardziej optymistyczne niż byłyby w tym.

Chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim za życzenia i w ogóle za pamięć. Mam nadzieję, że wszystkim podziękowałem również z osobna – jeśli o kimś zapomniałem to miał pecha, cóż.. życie ;]

Dzisiaj się dość mocno zaskoczyłem. Był sobie na osiedlu jakiś festyn – hasła przewodniego niestety już nie pamiętam, ale było związane z zabawą i sportem. Zazwyczaj przy różnych takich okazjach występował zespół muzyczny (powiedzmy), który dość nieudalnie śpiewał wszystkie możliwe hity i kity. Dzisiaj było inaczej. Był jakiś normalny zespół – Oddział Zamknięty!! Na początku nie mogłem w to uwierzyć, ale to nietypowe zjawisko okazało się prawdą. Marysin się rozwija… Oby tak dalej ;)

Jednym ze słuchaczy wspomnianego koncertu był kilkuletni chłopiec z mamą (nie jestem pewien czy to była mama czy starsza siostra, ale obstawiałbym raczej to pierwsze). Osobnik ten bawiąc się i tańcząć do muzyki przebiegł tyle kilometrów w ciągu ok 10 minut (tylko tyle wytrzymała jego mama), ile podczas 90 minut przebiega polski kopacz piłki kopanej. Takie porównanie mi się nasunęło jak go oglądałem. Poza tym po raz kolejny przekonałem się, że w dzieciach jest wielka radość świata, którą umiejętnie zabijają dorośli (‘nie biegaj tak’, ‘uspokój się, bo zaraz pójdziemy do domu’ itp). Dziwni Ci dorośli :)

Nowy rok czas zacząć!

to będzie dziwny dzień…

Zrobiłem sobie kawę. Cynamonową. Nawet próbuję ją pić! It’s weird. Ciekawe co jeszcze przyniesie dzień. Kawa jest niedobra, jak to kawa. Chyba jednak nie lubię kawy. Hmm… Chociaż posłodzona nie jest taka zła, jakby jeszcze tylko była bez fusów… może nawet dałoby się ją przełknąć. Muszę poszukać kogoś z ‘maszynką’ do pażenia kawy bez fusów :D
Miłego dnia (teraz wstaw swoje imię) …. !

mrówki

Mrówki mają w życiu jeden cel. (…) Cały dzień pracują, żeby zdobyć jedzenie, rozmnażać się, zapewnić przetrwanie gatunku. Tak jak wielu ludzi. Większość ludzi. Praca, zakupy, dzieci, obiad, seks, sen… Dopiero kiedy tworzysz muzykę, piszesz wiersz, którego nikt nie zrozumie, malujesz obraz, a potem tniesz go na tysiąc kawałków, czytasz filozofię, pytasz, krzyczysz, płaczesz, szukasz doskonałości… Dopiero wtedy stajesz się… czymś więcej niż mrówką.

dziwny dzień, dziwny wieczór, dziwne…

Kolejny długi dzień – z tych krótkich. Dosyć intesywny. Dużo różnych emocji, negatywnych, pozytywnych i tych, o którym niewiele mogę powiedzieć… których nie potrafię zdefiniować, a które pozwalają sobie na wtargnięcie do głowy na zdecydowanie zbyt dlugi czas.

Podobno wszystko da się wyrazić za pomocą słów. Jeśli to prawda to niestety nie wszyscy posiadają tę cenną umiejętność. Na pewno nie jestem tym posiadającym szczęśliwcem. Czasami wszystko przychodzi tak łatwo. Opis pogody, rzeczy, czasem ludzi, a nawet własnego nastroju. Ale nie teraz. Nie może być tak pięknie przecież. Nigdy (?) nie jest. Nie umiem napisać choćby jednego słowa, które mogłoby w najmniejszym stopniu odzwierciedlić to, co siedzi gdzieś glęboko ukryte w moich otchłaniach duszy.

Myślę, a im więcej myślę, tym mniej wiem. Taki wieczór. Będzie trzeba pomyśleć jutro, ale już pewnie o czym innym, mam nadzieję, że dzisiejsza tematyka rozmyśleń minie na jakiś czas, oby jak najdluższy, najlepiej na zawsze:) A jutro…
Jutro trzeba myśleć o planach i przyszlości. Można by nawet coś zaplanować, albo przynajmniej ustalić, co bym chciał, aby się w tych planach znalazlo. A najlepiej to będzie jak jutro zacznę coś robić, a nie tylko myśleć. O! Tak. To zdecydowanie najlepsza opcja. Ale wcale nie najłatwiejsza. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Może być jednak baaardzo przyjemnie :)

Do jutra…

imieniny miesiąca

Właściwie imieniny miesiąca września, czyli dzień nr 9 miesiąca nr 9 roku pańskiego (dlaczego nie np. damskiego?) 2006, już minęły. Jest kilka(dziesiąt) minut po godzinie duchów, co wskazywałoby na dzień następny. W kolejności to chyba już 10 tego miesiąca.

I znowu zdaje sobie sprawę z szybkości, z jaką ucieka mi czas. Kolejny ?szybki? miesiąc. Ile ich jeszcze? Już tak do końca? Końca roku? Mojego życia? Świata? Zdecydowanie mi się to nie podoba. Więc tak sobie pomyślałem, że można by było coś wygłówkować, żeby zatrzymać ten czas choć na krótką chwilę. Albo na zawsze jakąś chwilę?

Rozwiązań może być kilka. Najprostsze? Zdjęcie. Jedno z najpiękniejszych? Wspomnienie.

Tak, tak? ale nie o tym chciałem na początku pisać. Skoro były wczoraj imieniny miesiąca, to z tej okazji (jako, że lubię miesiąc wrzesień z różnych względów) chciałbym złożyć życzenia Panu wrześniowi. Najważniejsze – dużo zdrówka i pogody ducha. Złotej jesieni, dużo słońca i ciepła. A najwięcej – kolorów świata, żeby nie musiał patrzeć na świat szary i smutny.

A tak poza tym to mi się nie podoba trochę mój nastrój. Bywa ostatnio (zdecydowanie za często) nie taki, jaki bym chciał, aby był, ale to już chyba zupełnie inna historia? nie tylko nastrojowa, ale i za szeroka na tą chwilę przed snem?

czegoś mi brakuje.

Miałem napisać coś o książce, o której już wspominałem, a którą skończyłem dzisiaj czytać (skończyłbym wcześniej, ale oczywiście w między czasie musiałem się zająć innymi czytankami i w ogóle to ja mam mało czasu ;)). Niestety moja umiejętność składania liter w wyrazy, a te w zdania kończy się raczej na zdaniach mocno prostych, niepołączonych ze sobą tematycznie, więc nic z tego nie będzie.

Optymizm i pozytywne myślenie. Życie należy do nas. Szczęście i nastrój zależy od nas. Trzeba ryzykować, aby coś osiągnąć. Nie bać się porażek. Wstać, pomyśleć co poprawić na przyszłość i iść dalej. Działać, a nie tylko czytać i myśleć. To ostatnie jest najtrudniejsze. Nie bać się. Marzyć.

poważny problem :( POMOCY!!!!

dzień zaczął się jak codzień. wstałem lewą nogą, niestety. prawą raczej mi się nigdy nie udaje, bo ciężko by się wstawało po ścianie, więć cóż zrobić, wstaje zawsze tą przeciwną do tej dobrej. ale nic to. padało i było zimno. ale humor miałem dobry. chociaż marzłem i co chwile robiłem sobie herbatę ciepłą. czytałem i w ogóle, mulinowałem się też trochę. no, ale do rzeczy. mam poważny problem. właściwie to już nie od dzisiaj, ale dopiero dzisiaj zdałem sobie z tego sprawę, jak poważne to jest. nie wiem czy sobie z tym sam poradzę, pewnie jak zwykle będę musiał, bo nie chcę tej całej sytuacji tak zostawiać. niestety nikt mi nie pomoże :( otóż… jedna z moich króweczek ma urwane dwie nogi, nie wiem gdzie są. biedna musi chodzić ze mną od dwóch dni na dwóch nogach tylko, do tego obu prawych! cały czas się przewraca i potyka, bo nie może złapać równowagi. jedna z tych dwóch kończyn, które jej zostały, pewnie też niedługo odpadnie, gdyż trzyma się jedynie na jednym ścięgnie. biedactwo. nie wiem co z nią zrobić, męczy się strasznie bidulka. ale nie chcę jej zabijać, ja bym koma…. muchy nie skrzywdził (ee.. może to zły przykład, ale nie wymyśliłem nic innego:P).. jak ja bym mógł uśmiercić taką cudowną i piękną istotę jak moja krówka?! i co ja biedny mam zrobić, może to się da jakoś naprawić? może mi pomożecie.. bo druga krówka też już niedługo będzie potrzebowała jakiegoś specjalistę od odnóży, też już są w kiepskim stanie… a ta pierwsza to jeszcze ma wielką ranę na brzuchu, prawie jej wnętrzności wypływają.. biedna, naprawdę potrzebuemy pomocy!! szybko! proszę! pomóżcie ludzie dobrej woli!

zmęczony no

totalnie zmęczony jestem. nie mam czasu, ani siły, żeby się po tyłku podrapać, chociaż muszę przyznać, że ma to także swoje dobre strony. do złych należy na pewno ból większości mięśni, na mógłby pomóc masaż młodymi piersiami :] (w razie czego wiecie gdzie mnie szukać – mogę nawet zapłacić ;;)) aaa.. no i słucham całkiem fajnej piosenki właśnie, którą słyszałem ostatnio u cebuli (niby miała być taka super fajna hej, ale jest tylko fajna – ‘dotykaj mnie’ – całkiem ładny tytuł i słowa ;) no, ale nic. koniec smęcenia na dzisiaj. no… to do następnego :]





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.