Pożegnanie

Zapamiętam Twój wzrok,
który przede mną chowałaś
Zapamiętam Twój dotyk,
choć krótki nietrwały
Zapamiętam Twoje dłonie
delikatne i ciepłe
Zapamiętam Twoje oczy
i kawałek duszy…

cząsteczka

Jestem kawałkiem układanki wszechświata, stworzonej przez Boga, układanej przez ludzi. Każdy jest mikroskopijną cząstką z pozoru nic nie znaczącą wobec ogromu całości. A jednak owa całość nie mogłaby funkcjonować bez takich drobinek i na odwrót – drobinki, czyli my, nie moglibyśmy żyć bez innych części puzli.

Czy to znaczy, że jestem niezbędny? Dopóki nie wykonam jakiegoś, być może z góry zapisanego, zadania? A co jeśli bym chciał zniknąć? Czasami wydaje mi się, że powinienem napisać podanie do międzygwiezdnej poczty z zażaleniem i prośbą o odszkodowanie z powodu uszczerbku na zdrowiu fizycznych i psychicznym spowodowanym długim pobytem w świecie, do którego nie pasuje. Nie ten kawałek puzli trafił nie w to miejsce lub, co gorsza, nie do tej układanki. Być może to zwykły głupi błąd kosmicznego listonosza, który dostarczył mnie na inną planętę niż zamierzona. Jaka by nie była tego przyczyna, nie podoba mi się to. To nie jest miejsce dla mnie. Czasami zupełnie tu nie pasuje. Można eksmisję prosić? Ewentualnie, może być także seksmisja…

I tak pewnie tu zostanę. Do końca. Mojego lub świata. Niewiadomo, który nastąpi wcześniej. Skoro i tak muszę tu siedzieć, to przydałoby się nauczyć tu życ. Dostosować się do sposobu życia niezrozumiałych tubylczych ludów. Jestem obcy. Między nami ściana. Kolorowa lub szara. Albo mieszana. A na niej czerwona róża. Z kolcami…

powinienem zapomnieć

powinienem o Tobie zapomnieć
jak zapomina się przykre chwile
powinienem o Tobie nie myśleć
jak nie myśli się o kluczu
przekręcanym codziennie w zamku
powinienem nie czuć
a jednak nie potrafię

zatańczyć chciała…

Zatańczyć chciała ze śmiercią
Z ciemnością, Panią nocy

Błagała o życie sprzedając duszę
Wołała o pomoc, lecz nikt nie przyszedł

Siedziała w próżni: sama i samotna
Samotna jak wtedy, gdy nie była sama

Pokochała noc.. a zaraz potem życie.

śpiący A

Widziałem śpiącego anioła będącego człowiekiem
Widziałem śpiącego człowieka będącego aniołem
I ona nim była
Aniołem marzeń

grania ciąg dalszy…

Chcę kochać..
Tylko Tyle?
Albo aż !….
Chcę być kochana…
teraz, tutaj na zawsze…
Wiem… to brzmi jak bajka, a ze mnie żadna księżniczka…
Lecz przy Tobie tak się czuje
Więc…
Może tym razem to bajka dla mnie?

Żyrafa w metrze.

Była sobie żyrafa. Żyrafa jak to żyrafa. Dłuuuga.. na pięć metrów, dupa duża, ogon krótki, uszy jeszce krótsze, o móżdżku nie wspominając. (już prawie nie ma o czym wspominać). I żyła sobie taka żyrafa gdzieś tam z dala od ludzi. Ale że jadła dużo snickersów i słała smsów miliony, bo była z bogatej, szlacheckiej rodziny – wygrała! Tak! Żyrafa wygrała wycieczkę! Nie byle jaką. Do stolicy! Nie… Nie do Niu Jorku.. nie.. też nie do Londynu… Do Warszawy!!!

No i tu pojawił się pierwszy problem. Żyrafa całkiem spore zwierzę, ale baaardzo leniwe, więc na piechote nie pójdzie, a organizatorom szkoda na transport. Zwołano walnięte zebranie. I debatują. Jeden sekund, Dwie sekund… i tak do dziesięciu. Minęło już kilka lat (bo żyrafy inaczej trochę czas mierzą, w końcu małe móżdżki jeszcze nie poznały się na zegarkach w ciągu tych milionów lat eworewolucji). W końcu wymyślili… Żyrafa popłynie statkiem :) Tak też zrobiono….

[ Podróż statkiem to już inna historyjka, należy jedynie wspomnieć o bliskich spotkaniach stopnia piątego z Yeti, Osamą i Lepperem, a także chwilowe gdakanie z kaczorami, ale to może innych razem ;) ]

Wysiadając ze statku w porcie rzecznym Wisły Warszawy (do tej pory statek tam stoi – gruba Kaśka się nazywa i niewiadomo jak tam się dostał, ani tym bardziej jak go stamtąd zabrać) żyrafa się mocno zdymała. Tzn oczywiście zdumała. Wielkie rzeczy! Wykrzyczała przerażona i już chciała uciekać spowrotem, ale zamknięto jej drzwi przed kopytem. Nie miała innego wyjścia jak iść w głąb tej betonowej dżungli na trzęsących się nogach.

I szła i szła i szła… I nigdzie nie doszła, bo tylko jej się wydawało że szła. No, ale się w końcu ruszyła. Bo stwierdziła, że skoro już tu jest, to czemu by nie spróbować i nie zobaczyć czegoś nowego, a może nawet poderwać jakiegoś tubylca. I poszła…

Nie szukała daleko… zaraz pod mostem trafiła na Mietka Żula.
- Ja Żyrafa. Przyjechać z daleko. Ty mi pokazać co dobrego u was? – zagadnęła Żyrafa.
- Ja Ci pokazać? Nie. Ty wypić to i sama zobaczyć – odpowiedział Żul, podając brudną łapą butelkę Wina patykiem pisanego marki wino.
Żyrafa wzięła nieśmiało butelkę, wąchnęła, wzięła na język.. i ją z lekka odrzuciło.
- Tego się nie próbuje tylko łyka od razu – warknął Miecio.
Żyrafa się lekko wzdrygnęła, ale przechyliła śmiało butelczynę i do dna opróżniła.
- No.. będą z Ciebie ludzie, ale oddawaj i spadaj, bo mi jeszcze resztę wypijesz! – syknął Żul Miecio.
Żyrafa odeszła z wesołym uśmieszkiem na twarzy, lekko kiwając się na boki, bo do alkoholu nie przyzwyczajona i ją uderzyło lekko w robala pozycyjnego.

Pomyślała co tu robić dalej. Przypomniała sobie znienacka, że jej kiedyś mówili, że jak będzie na obczyźnie, to niech kupi książkę – przewodnik. Myśli myśli myśli nasza Żyrafa – skąd ja wezmę kasię na to? Myśli dalej…
Minęło parę dni i wymyśliła! Pójdzie do banku po kredyt!!
Poszła, z początku pani w okienku trochę zdziwiona, ale w końcu dostała Żyrafa kredyt na 5,90 PLN, żeby mogła sobie książkę – przewodnik kupić. (Niewiadomo dlaczego dostała ten kredyt, w końcu zwierzęteom nie przyznawano, ale może z obawy o brak klientów, bo Żyrafa wszystkich z placówki wypłoszyła i wyjść nie chciała, póki nie dostanie kredytu, a że jest pod ochroną przedmiotów ścisłych to zastzelić nie mogli).

Weszło zwierzę nasze bohaterskie do sklepu i widzi: książkę – przewodnik i Wino patykiem pisane marki Wino. Cena obu: 5,90 PLN. Podchodzi do lady: – Wino proszę!

Wychodzi Żyrafa ze sklepu… w ręku Wino.. ale zaraz, chwileczkę! coś jej spod ogona wystaję!! Tak!! To książka – przewodnik!! Prawie wypadła przed wyjściem. Na szczęście zwieracze nie puściły i Żyrafy nie złapali. Sprytne zwierzę umie sobie w brutalnym świecie poradzić!

Żyrafa poszła na wybrzeże posiedzieć. Usiadła na piaszczystej wiślanej plaży, zanurzyła swe brudne, zmęczone kopyta w wodzie i zaczęła czytać. Obejrzała obrazki i stwierdziła, że musi zobaczyć Zygmnuta na kolumnie, Syrenkę i przejechać się metrem. W takiej właśnie kolejności…

Z Zygmuntem poszło dość szybko, bo nie za bardzo był rozmowny, choć na wysokości w sam raz. Z syrenką poszło trochę gorzej, bo była bardzo groźnie wyglądająca i Żyrafa się troche bała podchodzić przez dłuższą chwilę, ale w końcu się przemogła. Nie chciało jej się jednak schylać za bardzo, więc i tak obejrzała ją tylko z daleka, to znaczy z wysoka.

Podróż do metra nie trwała długo. Ostatni przystanek zwiedzania. Krótka przejażdżka… Ale… Aleee… metro nie dla wielkoludów!! Ani zwierząt zbyt wysokich. Bramki się otworzyć nie chciały, sufit za nisko przywiesili. Na dodatek te schody! Dwa dni Żyrafa schodziła z tych ruchomych (w górę) na peron! Gdyby wiedziała, że to tak długo będzie trwało pojechałaby windą! (Chociaż sama nie wie, jakby się tam zmieściła, no ale zawsze może by się w kłębek jej udało zwinąć).

Jakoś się jej jednak udało i wróciła szczęśliwie do domu. Do dżungli przywiozła ze sobą kilka butelek Wina patykiem… Nikt nie wie skąd wzięła pieniądze, i czy w ogóle za nie zapłaciła, ale każdy był zadowolony i od tej pory co roku na święta cała rdzina zamawia parę butelek wytrawnego owocowego Winka made in Poland. :-)

dzień

Dzisiaj mamy dzień. Dzień jak codzień jest. Dzień. Niedługo noc. Krótki ten dzień. A noc jeszcze krótsza. Księżyc gdzieś odbija światło słońca. Słońce sobie gdzieś tam świeci. Tylko już nie widać. Dzisiaj jest dzień. Dzisiaj było równanie: BSD + g++ = fou “programuje”. Dzień ten się już kończy powoli. Niedługo się skończy i będzie noc. I Krzyś będzie spał.
Dobranoc.

uciekają

***

Uciekają…
Biegną do Ciebie
Nie oglądają się już za siebie
Trochę  nie poukładane
Jeszcze nie zapisane
Bardzo niecierpliwe
Odrobinę wstydliwe
Moje myśli…

idąc ulicą, gwiazdy nadzieją

idąc ulicą widziałem ją jak
siedziała wpatrzona w rozgwieżdżone niebo
chciała znaleźć cząstkę swojej smutnej połamanej duszy
zagubiona, samotna i zapomniana,
przez wszystkich i przez najbliższych
sama w wielkim mieście, w małym parku pośrodku niczego

nie wiedziała co robić ani dokąd pójść
bezradna i bezsilna jak ofiara
zaciśnięta w paszczy wielkiego drapieżnika
unieruchomiona przez własne lęki

chciała zniknąć, otulić się mrokiem nocy
nie widzieć
nie czuć
bo po co? przecież wystarczająco boli

czuła się obco, jakby tu w ogóle nie pasowała
nie ten świat, nie ta rzeczywistość
nie to miejsce, nie ten czas
jakby znalazła się tu przez przypadek

przestała wierzyć w miłość, jakby istniała
tylko ta, którą można kupić
albo ta, oparta na kłamstwie i zdradzie

nie widziała nic w teraźniejszości, ani tym bardziej przyszłości
pustka, jedynie niewielka nadzieja
nadzieja na… właściwie sama nie wiedziała na co.
może na lepsze jutro
ale jakie jutro? co to jest jutro?
brak sensu istnienia, brak celu, do którego chciałaby dążyć

przez łzy zobaczyła spadającą gwiazdę
to spadł jej brakujący kawałek duszy
wstała i wyruszyła w nową drogę

dalej mi coś gra… ale z przerwami:)))

Róża…
Porównanie do niej to jakiś marny kicz
W Twoich ustach jednak nabiera innego sensu
Jak zresztą wszystko inne.
Ciekawe czy tak już będzie zawsze?
Czy koniec będzie taki jak tego kwiatka?
Bo jak znam siebie to w wodzie długo nie wytrzymam
No chyba, że będę miała towarzystwo…
Zgadnij czyje?





wariatkowo || RSS 2 || Komentarze RSS 2 || RSS 0.92 || Atom
Zawartość bloga objęta jest licencją Creative Commons 2.5.